Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Pokój podsłuchań

Dźwięki dobywające się z odetkanej rury zaczęły z wolna tracić wyrazistość. Cichły coraz bardziej, aż wreszcie umilkły zupełnie.

- Spróbuj z tamtą! - Sasanka wskazała rurę o nieco innym, zielonkawym kolorze, wskazujących na dużą domieszkę miedzi. Nie byle jaki to budulec, więc, może i rura prowadzi do jakichś zacniejszych pomieszczeń.

- Otwieram! - odrzekł Świetlik sięgając do zatyczki zamykającej otwór. Musiał się z nią nieźle posiłować, lecz w końcu ustąpiła. Jeszcze inna, równie obca rozmowa.



- ...pisz Grabowicie, to musi być dopięte na ostatni guzik. Jeśli moja przemowa zrobi wrażenie na Starszyźnie, będę mógł liczyć na większe niż dotąd zaszczyty. A ty ze mną, tak więc pisz starannie!

- Tak, panie Stanisławie.

- Dobrze. Od czego by tu... - Stanisław zamyślił się. - Wiem. Pisz. Choć badacze dziejów Twierdzy Nauki po dziś dzień dalecy są od zgody w sprawie tożsamości założycieli naszego matecznika, chociaż nie milkną spory o czas powstania Świątyni Wiedzy, to jednego możemy być pewni. Twierdza Nauki jest w dziejach ludzkości jej najdoskonalszym dziełem. Może jedynie ustępować Twierdzy Świat, o ile rzecz jasna tę zbudowali ludzie.

Możny pan Stanisław zająknął się, zgubił na chwilę wątek, lecz zaraz odchrząknął i znów zaczął mówić.

- Jak wiadomo, pierwsi z wielkich ludów porządek na ziemi zaprowadzili Ellanowie. Już oni, w osobach wielkich: Sokratowa, Arystosława, Platomira zastali Twierdze Nauki gotową, by wydzierać przyrodzie prawdę i nieść ją ludziom. Po Ellanach nastali Romanowie, którzy porządek na świecie jeszcze pogłębili, a mocarze ówczesnej nauki do dziś stanowią dla nas niedoścignione wzory rzetelnej sztuki odkrywania. Najdoskonalszym chyba z porządków w dziejach Twierdzy Nauki był czas panowania słowiańskiej potęgi na Ziemi, czas owianych mirem Kraka i Lecha, których pomniki zdobią dziś najokazalsze z izb Domu Wiedzy. Te trzy okresy wspaniałości zakończyły się trwającym po dziś dzień czasem upadku, lecz dzięki przenikliwości wiodących nas Starszych...

- To się im na pewno spodoba - mruknął Grabowit, nieco skwaszony nadmiernym lizusostwem Stanisława.

- ...dzięki ich przenikliwości i mądrości - Stanisława skarcił piszącego wzrokiem i nic sobie nie robił z jego przytyku. Wiedział, że tak trzeba. - Jesteśmy bodaj ostatnim miejscem, gdzie trwa ciągłość postępu i światło wiedzy wciąż ma sposobność doczekać lepszych czasów. Choć dziś zmuszeni jesteśmy wchodzić w czasem niegodne stosunki ze Słowianami z Zacisza i Hobola oraz z krajami na wschodzie, to drogi innej być nie może! Naszym zadaniem przetrwać nadchodzącą pożogę. Ktokolwiek wygra, z nim, w imię Świętej Prawdy, będziemy trzymać, po wieki wieków. Dlatego na wasze wezwane.

- ...mocium panie... - uśmiechnął się Grabowit. Tylko sobie mógł zażartować, bo musiał robić to, co mu kazali, jeśli chciał żyć przyzwoicie.



Dalej już słuchać nie chcieli ani Sasanka ani Piast ani tym bardziej Świetlik. Żałosne, do czego zdolni są niby mądrzy ludzie.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później