Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Czas się wynosić

Późno się tu kładli spać ludzie, ale w końcu zaczęli znikać z przejść obok. Czas najwyższy, by się stąd wynosić. Wystarczająco już usłyszeli. Teraz najważniejsze wyjść naprzeciw temu posłańcowi Nosiciela Krwi. Złapać i wydusić wszystko o jego panu.

- Idziemy!

Pospiesznie szli ku wyjściu. Tą samą drogą, którą weszli. Mniej zważali na poczwary, czasu nie było już za wiele ani - tak, czy tak - sposobu obrony, gdyby jakiś potężny stwór ich dopadł. Na szczęście nic takiego nie zaszło. Bez przygód minęli miejsce, gdzie spotkali olbrzymiego wąpierza, gładko poszło im w tej części, gdzie resztki krat o oczkach różnej wielkości posłużyły do hodowli tych wielkich potworów. Minęli gęsto usiane nawozem obszary zasiedlone licznie przez "latające myszy". Ujrzeli w końcu wejście do jaskini. Tak się złożyło nieprzyjemnie, że zaraz ono zostało przesłonięte. To ssaki wracały z nocnych łowów w liczbie równie niewyobrażalnej, co wieczorem.

- Schylcie się! - zawołała odruchowo Sasanka.

Tysiące, tysiące tysięcy stworzeń, raniąc ich uszy nieprzyjemnie wysokimi głosami wracało do swego domu. Zbyt dobry to byli nocni lotnicy, by się zderzać z nimi, ale smrodu, nieprzyjemnego wrażenia i hałasu przyniosły wiele. W końcu największa ich część znalazła już swoje noclegi i można było powstać z kolan.

- Jest wyjście!- rzucił Świetlik. - Szybko, póki dnia jeszcze mało! Schowamy się w tym samym zagłębieniu, co przed wieczorem. Znów się zaczaimy. Tym razem na tego zdradliwego posłańca.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później