Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Spowiadam się tobie, Świetliku

- Taki jak ty byłem w młodości - już nie ból, a przeszłość najbardziej ciążyła Bukomirowi. - Żadnych układów, żadnych w pół drogi spotkań. Tak miało być jak ja chciałem. Najmądrzejszy byłem, na wszystko miałem najlepszą odpowiedź.

- Skoro miałeś się za najmądrzejszego, to już nie taki jak ja, coś nas różni jednak...

- Wiem, pokory mi brakło.

- Właśnie.

- Gdy przybyłem do Śliwicy, zastałem ją w niewiele lepszym stanie, niż dzisiaj. I oczywiście pospieszyłem z pomocą. Gdy na to teraz patrzę... Prosty z dzikich krajów przybysz, ot tak, wpada i ma gotowe wybawienie z tysiącletnich kłopotów. Oczywiście szybko mnie zrozumiano, oczywiście szybko mnie wykorzystano. W jedną gierkę wciągnięto, w drugą sam chętnie zagrałem i już na mnie mieli haczyki, a ja wciąż nie rozumiałem wiele. Zanim zrozumiałem upłynęły lata.

- Niejasno mówisz - pogroził Świetlik.

- Wierz mi, ze te dawne sprawy i imiona myślicielom można być dać pod rozwagę, tobie się nie przydadzą. Tobie przecież na dzisiejszych imionach i sprawach zależy.

- Tak. Ty jesteś tylko posłańcem, czy też wykonawcą tych pokazów z wąpierzem?

- Posłańcem. Pewności też nie mam kto wykonawcą. Mówiłem ci, po to wśród nich jestem, by się jak najwięcej dowiedzieć. Najwyższy, którego imię znam, to Osetnik. Być może on pierwszy po nosicielu, być może jeszcze ktoś nad nim.

- Nie kłamiesz?

- Nie kłamię...

- Wybacz, ale musze mieć pewność!

- Eeeaaaaaaa!!!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później