Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Dzień pierwszy: Świetlik

Ledwie stąd odeszli, a już przyszło wracać. U wrót do Jaskini Wąpierzy, za którą chowała się jeszcze Twierdza Uczonych na dogodną chwilę do działania czekał Świetlik z Piastem, a z nimi jeszcze dziesięciu młodych ze Śliwicy, którzy się tej wyprawy podjęli.

Rzadko tu się ktokolwiek zjawiał, ale jednak ruch był. Czasem ktoś wchodził, wychodził z pieczary... aż dziwne, że poprzednim razem nikogo nie spotkali! Może zresztą to ich wtargnięcie spowodowało, że tutejsi zaczęli bardziej tego wejścia pilnować.

Nietoperze, gdy tylko zmrok ustąpił, swoim zwyczajem, olbrzymią chmurą wróciły z żerowania. Dech im zaparło, gdy z obrzydliwych pokazów pod miastem wrócił i sam wąpierz. Olbrzymi, obrzydliwy unurzany w krwi nieszczęsnych potwór. Ledwie się to cielsko zmieściło w wejściu. Oby to był jego ostatni występ w rozwiniętych krajach!

- Już? - zapytał niecierpliwie Piast.

- Jeszcze chwile zaczekajmy. Tymczasem możecie przygotować co trzeba.

Całą dziesiątka towarzyszących im druhów Piasta żyła z tego samego: nauczali rozkapryszone dzieci możnych. Korzyści były z tego dwie: po pierwsze, skoro nauczali, sami musieli mieć łeb na karku, po drugie mieli dostęp do wpływowych i bogatych domów, a tym samym do ich tajemnic i bogactw. Niestety, ale na potrzeby tej wyprawy niektórzy z nich musieli stać się złodziejami.

Mieli ze sobą węgiel. Drobny, dopiero co przygotowany z miękkiego drewna na potrzeby wielkich zakładów kowalskich. Mieli ze sobą spory zapas saletry, która zwykle służy do wytwarzania świetnych nawozów. Mieli siarkę, którą trzymali w osobnym, starannie zamkniętym pojemniku. I mieli jeszcze coś...

- To jest ten składnik? - zapytał Świetlik, gdy mu Piast pokazał niewielki, szczelnie zatkany szklany pojemnik z jakimś zielonkawym płynem w środku.

- Tak. Nazywają to zagęstnikiem. Z wielkim trudem to wydobyłem. Nie wiem czym jest w istocie ten płyn ani jak się go wytwarza. T o największa tajemnica! Wiem tylko, że musimy go dodać, aby z prochu uczynić siłę potężną na tyle, aby sklepienie pieczary zniszczyć.

- Cóż, musze zaufać twojej wiedzy.

Zmieszali ze sobą wszystkie składniki: siarkę, węgiel i saletrę odpowiednich częściach. Ostrożnie rozprowadzili w niej zagęstnik, aż się z całości ukształtował gęsty, ciastowaty ulepek.

- Można?

- Można! - zarządził Świetlik.

Podeszli skrycie do samego wejścia jaskini. W środku nikogo. Na zewnątrz także spokój. Można! Każdy z dziesiątki wziął jedną część i umieścił tam, gdzie Świetlik nakazał, w równych odstępach na łuku sklepienia, kilkanaście zaledwie kroków od wlotu pieczary. Każdy z nich zamoczony wcześniej w wosku konopny sznurek pociągnął od wzbogaconego zagęstnikiem prochu do wylotu jaskini i jeszcze dalej, do kryjówki.

- Podpalamy!

Iskra chętnie wskoczyła na konopie i łapczywie zaczęła je pożerać. Szybko przesuwała się ku jaskini. Tutaj rozdzieliła się na części i każda pognała w górę.

- Kryć się!

Potężny wybuch wstrząsnął okolicą. Wielki huk odbijał się od wszystkich skalistych ścian w okolicy. Pył wystrzelił z jaskini przesłaniając świat i słońce, a drżenie podłoża jeszcze długo nie ustępowało. Gdy pył opadł, po wlocie jaskini nie było śladu.

- Sprawa załatwiona! - ucieszyli się druhowie Piasta.

- Niestety nie! - ostudził ich Świetlik. - Patrzcie tam, w niebo!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później