Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Dzień drugi: Sasanka

Dudek okazał się dość gadatliwym towarzyszem. Całą drogę do Skałki Osetnika opowiadał o jego kupieckich sprawach, o tym, co jego wrogowie opowiadają, co w jego rodzinie się dzieje ciekawego... Dziwne właściwie, przecież Osetnik to chlebodawca Dudka, nieładnie takie rzeczy przed obcymi...

- Dziwisz się pewnie, dlaczego to wszystko opowiadam? - Dudek po minie odgadł, co Sasanka myśli.

- Trochę...

- Popatrz na moją twarz dokładnie, na sińce i zadrapania, popatrz na ślady bata na plecach. Jakich rzeczy o sobie się nasłuchałem i swojej rodzinie, tego już nie powtórzę. Z psami swoimi się lepiej obchodzi!

- Dlaczego więc dla niego pracujesz?

- Nie mam wyjścia. Jeśli wymówię służbę, każe w świat wieści o mnie puścić takie, że nikt mi już chleba nie da. Już tak robił i na głód skazywał! - Widać było, że Dudek szczerze swego pana nienawidzi. - Jak zamierzasz go usunąć?

- Ciszej! - uspokoiła go Sasanka. - Nie mów na głos takich rzeczy, gdy nie wiesz kto słucha! Na razie idziemy go odwiedzić, powiedzmy ciekawą sprawę handlową przedstawić. Twoim zadaniem jest nas do środka wprowadzić.

- Dobrze, niech będzie, że jesteś nauczycielką spraw niewieścich i jako opiekunka córek Osetnika masz być przymierzana.

- Niech będzie.




Tak. Skałka Osetnika, to spora warownia. Zdradzała zamożność właściciela na każdym kroku. I całkowity brak obycia. Mury i ściany przeładowane zdobieniami najróżniejszych rodzajów, wzajemnie się gryzących. Barw wszędzie pełno, od spokojnych szarości przez krzykliwe czerwienie i błękity, że trudno było oczu nie przecierać. Woń najwspanialszych pachnideł pośród odoru końskiego nawozu. Wyszukany język nasprowadzanych przednich pieśniarzy zmieszany z najplugawszym językiem rzezimieszków.

Dom nowobogackiego.

Wbrew temu, co mówił Dudek nietrudno było się dostać do środka. Wystarczyła jego znajoma twarz, kiwniecie głową i już byli na dolnym poziomie. Do izb pewnie trudno się dostać, ale tutaj pośród gwaru służby, gości i pracowników mogli czuć się zupełnie swobodnie.

- Tutaj rzeczywiście każdy może wejść. Osobiste izby są tam, pod wieżą. Do nich to już tylko wybrani mogą się zapuścić. Tam strażnicy są czujniejsi.

- Ty tam wchodzisz?

- Tylko do izb dzieci. W części, gdzie się Osetnik porusza nigdy nie byłem.

- Musi się jakoś spotykać z ludźmi.

- Tak, przyjmuje w Sali Gościnnej i to prawie cały dzień, ale trzeba się umówić. Dwóch czy trzech urzędników trzeba przekonać, że się ma sprawę na której Osetnik zarobi.

- Rozumiem - zamyśliła się Sasanka. - Zaczyna mi się to układać. Wiem co trzeba zrobić, ale cały dzień trzeba będzie poświęcić na przygotowania. Słuchaj...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później