Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Trzeci dzień: Drużyna

Bydlę, które z łatwością rozerwałoby na strzępy nawet najlepiej osłonionego żelaznymi płytami wojownika krążyło nad okolicą. Jego olbrzymi cień to przesłaniał słońce, to niknął wśród skał. Wabiące dźwięki, które druh Piasta umiejętnie naśladował, grając na źdźble trawy nie pozwalały mu odlecieć, ale potwór wyczuwał też, ze coś nie jest w porządku i obawiał się zbliżyć.

Niedobrze!

W końcu głód lub zmęczenie każą mu na zawsze opuścić okolicę zawalonej pieczary i poszukać sobie nowego życia. A to oznacza nieustanny strach i śmierć wśród ludzi, których nawiedzi. Trzeba go za wszelką cenę zmusić, by się zbliżył...

- Graj! - Świetlik nakazał druhowi Piasta, by nie przestawał. - Graj, jak najgłośniej! Nie przerywaj!

W końcu wąpierz się ośmielił. Wydał bardzo wysoki, żałośnie piskliwy dźwięk i zapikował w dół, prosto na drużynę. Świetlik wyciągnął miecz, Piast włócznię, a pozostali chwycili nasiekańce.

Do jatki, gotowi, zaczynać!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później