Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Trzeci dzień: Śmierć

Wąpierz spadł na nich wściekle bijąc błoniastymi skrzydłami. Pazury i kły błyszczały, gotowe rozorać ciała Świetlika i jego druhów, a oczy miotały krwistoczerwone, nienawistne spojrzenia. Gdy się w te oczy zajrzało, to jakby samemu Złemu w ślepia patrzeć.

- Trzymać się blisko siebie! - zarządził Świetlik, gdy pazury wąpierza przecięły powietrze tuż przy głowie jednego z młodzieńców. Poczwara, nabrawszy niesamowitym pikowaniem rozpędu wzniosła się po nieudanym napadzie wysoko w górę, aby jeszcze raz spróbować.

Ciasno stłoczeni ludzi czekali, jak tym razem poczwara uderzy, lecz zdaje się zmieniła zamiar, widząc ich zbitych w jedno, najeżone bronią cielsko. Już nie chciała wpadać na oślep, tyko dogodnego miejsca dla pazurów i zębów szukajała. O, nie! Te najeżone ostrymi krzemieniami maczugi, włócznia połyskująca i ostry miecz, to dla niej zbyt śmiałe wyzwanie, by walczyć otwarcie.

Potężny nietoperz krążył wokół nich to wznosząc się, to opadając. To chował się za skałką, to znów udawał, że się do nich przymierza. To przyspieszał, to znów zwalniał trzepocząc skrzydłami. Niezwykłą przemyślność, jak na przerośniętą mysz z błoniastymi skrzydłami.

Wola i przebiegłość Złego w niej się zalęgły! Już znalazła sposób na gromadę Słowian. Nie szponami i kłami, lecz wzrokiem zaczęła razić Świetlika z druhami. Straszne spojrzenia, gdy tylko znalazły drogę do duszy młodych, zaraz zasiewały tam strach, a gdzie strach, tam od razu łatwo głupota i grzech dogodne miejsce znajdują.

- Spokój! - Świetlik próbował przemówić młodszym do rozsądku, lecz na daremno.

- Nieeee! - zawył któryś, przerażony złym blaskiem krwistych oczu. Odłączył się od gromady i pobiegł ku skałom, szukając jakiejkolwiek ciemnej kryjówki. Wąpierz tylko czekał...

- ...Wracaj tu!

...wąpierz tylko czekał na taką chwilę. Szerokim łukiem minął Świetlika i resztę, obniżył i przyspieszył lot kierując się bezbłędnie ku uciekającemu nieszczęśnikowi. Temu już wszelkie zmysły strach odebrał. Odwrócił się, nie wiedząc czy walczyć, czy dalej uciekać. Stanął jak wryty i tylko usta otworzył, ale nie krzyknął. Ostry jak brzytwa szpon błysnął tuz przed oczami. Wbił się głęboko w szyje, a zaraz obok wpił się szpon drugi. Z wielką siłą rozpędzonej poczwary przeleciał kawałek porwany impetem. Kark nie wytrzymał tej siły. Coś trzasnęło, pękło, jakieś mlaski i stęknięcia i zaraz bezgłowe ciało upadło bezwładnie. Głowa za nim, lecz się jeszcze potoczyła.

Teraz trwoga i strach na dobre zagościły w młodzieńcach ze Śliwicy. Tylko czterech pozostało twardo stojąc z bronią przy Świetliku, resztę szał ogarnął. Biegali bez ładu i celu, wystawiając się jako łatwy łup dla rozochoconej poczwary. Ta tylko wznosiła się i opadało krążąc między nieszczęśnikami. Jednego tylko przebiła pazurem, łamiąc żebra i kości, drugiego pozbawiła wszystkich wnętrzności, po całej polanie je roznosząc. Innego uniosła w powietrze i z wysokości upuściła na spotkanie skałom. Kolejny za posiłek jej posłużył, oddając całą swoją krew nienasyconej służce Złego.

Krwisty deszcz lał się z nieba, śmierć czaiła się wokół, a strach z zdradą zacierały ręce. Drżenie szóstki pozostałej przy życiu tylko wzmagało krwiożerczość wąpierza.

Ale nie ustąpili. Ale się nie rozpierzchli. Trwali gotowi choćby i umrzeć, byle z bronią.

I to była chwalebna postawa. Nagrodzona?


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później