Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Trzeci dzień: Przedświt powstania

Świetlik, Piast, Kita i Noga pochowali towarzyszy, albo przynajmniej na pamiątkę kupę kamieni usypali, jeśli ciała któregoś z zabitych przez wąpierza nie mogli znaleźć. Za ich dusze zanieśli modlitwy. Za swoje zwycięstwo wypili po łyku śliwowicy. Odpoczęli i ruszyli w drogę powrotną. Swoje zrobili. Może jeszcze zdążą Sasance w przewrocie pomóc?




Czy można w jeden dzień przygotować przewrót, który obali jednego z najpotężniejszych, najbogatszych i najchytrzejszych ludzi w kraju? Czy możliwe jest zebranie wszystkich, którym na takim przewrocie zależy? Zdążyć ich poznać, sprawdzić, czy nie zdradzą, pogodzić ich oczekiwania i ustawić tak, żeby świat na nowo ułożony miał kształt pożądany?

Okazało się, że można, ale pod warunkiem, że świat wokół tego, który ma być obalony tak naprawdę niczego innego nie pragnie, tylko zmiany, a tylko znaku brakuje. Kiedy prawie każdy wokół dyszał tylko na myśl, ze się Osetnik wyniesie z tego świata. Zostawi rynek do handlowania innym, zostawi wpływy godniejszym od siebie, bogactwo tym, co je lepiej będą umieli wykorzystać i wreszcie...

zostawi udręczone koszmarem dusze.

Bo męczył zarówno tych nieszczęśników, co od wąpierza ciosów ginęli, jak i tych, którym niby to zabawę zapewniał, a w istocie w grzechu ich topił.

Wszyscy prawie chcieli, żeby Osetnik pożegnał się ze światem. Wystarczyło z nimi porozmawiać. Nauczyciel Dudek i jego przyjaciele mieli pod opieką dzieci prawie wszystkich ważnych ludzi. Sasanka wiedziała, jak i o czym z tymi ważnymi rozmawiać.

Wszystkie powstania zaczynają się od myśli i słów.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później