Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Czwarty dzień: Soczewka

Skałka Osetnika była tego dnia jakaś rozedrgana. Od rana ruch niby zwyczajny: kupcy większej i mniejszej miary gościli, by się owocami swej pracy z silniejszym Osetnikiem musowo podzielić, gońcy wyruszali do Śliwicy, by w ważnych domach ważne sprawy załatwiać, a służba krzątała się wszędzie próbując zachcianki gospodarza i jego rodziny spełniać. Kręciło się tam także mnóstwo podejrzanych przybyszów. Takich, co to zarobku szukali, niekoniecznie poprzez uczciwą pracę, a raczej przez oszustwo i rabunek. Biednych i prostodusznych też jak zwykle było pełno, choć wszyscy wiedzieli, że Osetnik do dobroczynności ostatni. Chyba, że miałby czyjeś względy zyskać, wtedy tak...

Ruch jak co dzień, smród nieuczciwie gromadzonych pieniędzy ten sam co zwykle, tylko nerwowość jakaś większa. Wszyscy wiedzieli, że się przesilenie zbliża. Zbyt wielu było niezadowolonych. Po oczach było widać. W tych oczach gości Skałki, jak w soczewce, odbijały się złe nastroje ludu.

Kupcy byli na granicy, bo też na granicy opłacalności były ich sprawy. Jeszcze trochę im Osetnik zabierze od handlu, jeszcze im warunki dostępu do rynku trudniejsze narzuci, nie będzie po co do pracy się brać. Posłańcy możnowładców z miasta w coraz większej pogardzie mieli Osetnika i całe jego otoczenie widząc, jak się w Skałce uzyskane bogactwo odziera z wszelkich wartości: dobrego smaku, oświeconego umiarkowania i towarzyskiej spójni. Jak paskudny nowotwór, jak robak gnilny i obcy pasożyt jawił się Osetnik dobrze wychowanym sługom panów ze Śliwicy. Już dość tego chamstwa...

Przeklinali Osetnika ludzie prości, co po prośbie na darmo się tu co dzień zjawiali. Przeklinali go uczciwi i godni w swoich zawodach rzemieślnicy, którym płacił tak mało, jakby w twarz pluł. Wiele tych oczu nienawistnie w stronę pana na Skałce patrzyło, tylko iskry czekając...

Przyjaciele już byli na swoich miejscach. Pięćdziesiątka druhów Dudka kręciła się na najniższym poziomie, wśród tłumu radych zarobku ludzi. Kupcy, którzy chętnie by zajęli miejsce Osetnika na szczytach handlu, ze swoimi pomocnikami oczekiwali przed izbami, gdzie Osetnik łaskawie dawał posłuch przybyszom. Był tez sam Dudek przyczajony i gotowy. Tylko na znak czekał.

Była oczywiście i Sasanka - postać najważniejsza tego dnia, która najdogodniejszej chwili wypatrywała. Wreszcie uznała, że to już. To był właściwy czas. Najpilniejsze poranne sprawy wszyscy już pozałatwiali i mieli chwilę, by myśli najróżniejsze do głowy wpuścić. Lekki wietrzyk przyniósł chłodniejsze powietrze, który dreszczem rozlało się po ludziach. Tak, to ta chwila!

Sasanka oglądała dziedziniec z najwyższego poziomu. Wszystkich mogło objąć wzrokiem i wszyscy ją mogli dostrzec. Ją i znak. Białą chusteczka, niby przypadkiem upuszczona, wirowała przeganiana podmuchami. Opadała i mijała kolejne okna, schody i występy, aż zginęła w błocie dziedzińca. Znak.

Powstań, ludu uciśniony!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później