Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Czwarty dzień: Pieśń przewrotu

Pieśń powstania rozpoczęła się od ledwie słyszalnych szepczących głosów. Jakby daleka, bardzo daleka i cicha trąba odgrywała długie i niskie dźwięki. Równie spokojnie, podobnie odległym pogłosem odezwały się bębny, całkiem blisko - nieśmiało - dość wysokimi, lecz nie płoszącymi głosami zagrały talerze.

To przyjaciele Dudka zaczęli szeptać pośród tłumu. Jak było umówione, zadawali takie pytania, takie rozmowy prowadzili, by cały ten organizm dziedzińca wyrwać z uśpionej równowagi.

- Kto temu Osetnikowi dał prawo...?

- Jak on śmie tak ludzi poniżać...

- Dawniej, gdy handel wolny było od Osetnika lepiej się żyło...

- Ten cham niczego i nikogo nie szanuje...

- Podobno je tylko na złotych talerzach, a inni...

- Podobno co dzień niepełnodojrzałą dziewicę każe sobie sprowadzać...

- Wąpierz. Wąpierz to przecież jego grzech największy!

- On ze Złym w przymierzu. Wszystkich nas zgubi!

Pieśń przewrotu z wolna, lecz nieubłaganie nabierała na sile. Coraz to nowe głosy, coraz nowe wątki w pieśni się rodziły. O nędzy, o bezprawiu i cierpieniu była ta piosenka. Ze smutku wyrastała, gniewem rodziła. Jeśli zdarzały się dźwięki nieczyste, albo śpiewy nieprawdziwe, zaraz albo ginęły, albo się ku prawdzie prostowały. Wszystkie zlewały się w śpiew ułożony i ku jednemu zmierzający.

Aż wreszcie bębny ludzkiej woli zbuntowanej uderzyły całą mocą. - Już dość! Już dość! Już dość!

Krótka chwila bezładu po tym nastąpiła, bo uwolniły się z ludzi na dziedzińcu cierpienia i ze strachu kryte urazy. Niejeden pomyślał, ze wreszcie przyjdzie czas swoje odebrać, po swojemu spróbować, ale najpierw trzeba Osetnika usunąć.

- Już dość! Już dość! Już dość! - jeszcze głośniej zagrały ludzkie żądze, a ręce same wzniosły się ku górze. Jeszcze chwila, a wybuchnie wielkim gniewem ten tłum, jeszcze mgnienie i w pył tu wszystko obróci. Od człowieka do człowieka niosła się wola połączenia w jeden, straszny organizm, który wprawdzie tylko krótko żyć może, za to wielką siłę niszczenia ma.

- Już dość! Już dość! Już dość! - zgodnie krzyczał tłum. Już poleciały pierwsze kamienie, ku górnym izbom, już się ktoś wyrywał, aby sztaby w drzwiach części osobistej Osetnika wyrywać.

Już pieśń w pełnej krasie. Bębny ludzkich serc podnieconych biły całą mocą. Uniesienie doprowadzało ludzi do najwyższego napięcia, jak struny skrzypiec i gęśli, co najwyższe z dźwięków ważą się brać. Zgodnie wyły trąby znaczące wielką chwilę, a głosy ludzkie wspólnie niosły Osetnikowi czyste, choć złowieszcze przesłanie:

- Już dość! Już dość! Już dość!

- Cóż to moi przyjaciele! - rozległo się nagle z najzdobniejszego okna, wychodzącego na dziedziniec. - Nieładnie tak nachodzić kogoś i brzydko mu życzyć.

Osetnik był chamem, lecz nie głupcem. Też umiał zaśpiewać gładko, a i towarzyszy sobie do grania dobrał takich, że nikt nie śmiał ich przekrzykiwać.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później