Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Czwarty dzień: płomień ugaszony?

Rzadkie i długie włosy nie skrywały jego łysiny. Zęby także przerzedzone: oznaka człowieka, który słodkości sobie nie żałuje, lecz już solą przed snem przemyć ust nie lubi. Jego usta, gdy mówił układały się w najdziwniejsze grymasy. Nie panował nad nimi, to już prędzej nastroje nad nim. Gdyby ktoś podszedł bliżej, poczułby od niego woń najwspanialszych pachnideł. Gdyby zbliżył się jeszcze bardziej jego nos wyczułby spod płaszcza prześwietnych zapachów smród niemytego ciała. Cham. Bogaty cham.

Ludzie gardzili Osetnikiem, nienawidzili go i szczerze życzyli mu najgorszego, lecz długo skrywali te uczucia. Bo Osetnik miał władzę i pieniądze, czyli los ich wszystkich w garści.

Stali teraz stłoczeni na dziedzińcu myśląc, ze nadszedł czas zapłaty, ale nie. Osetnik to cham i prostak, ale sprytu mu nigdy nie brakowało. I przebiegłego języka.

- Cóż to moi przyjaciele! - rozległo się nagle z najzdolniejszego z okien wychodzących na dziedziniec. - Nieładnie tak nachodzić kogoś i brzydko mu życzyć.

Trochę się uciszyło, ale tylko na chwilę. Osetnika nie zrażała ta burza obraźliwych okrzyków. Zamierzał wyłuskać i ugasić ognie we wszystkich buntownikach. Po kolei.

- Widzę was, żebracy! - Osetnik pociągnął wyciągniętą ręką po tłumie, bezbłędnie wskazując tych, którzy tu za jałmużną przyszli. - Widzę waszą nędzę, nieszczęścia i cierpienie. Przyszliście, żebym was wyzwolił od okrutnej doli, tak? A co to ja, bogiem jestem? Czy to nie wy sami jesteście winni swojego głodu i chorób? Czy to ja wam pić kazałem na umór? Czy to ja na was choroby sprowadziłem? Czy to ja namówiłem was żebyście się lenili, kiedy się uczyć było trzeba?

Wielu na te słowa opuścił ręce i zaprzestało obrażania Osetnika. Lecz nie wszyscy.

- O! Widzę was rzemieślnicy i robotnicy! Poznaję każdego! Przyszliście się mścić za marną zapłatę, za niedocenianie? A spójrzcie na swoją robotę! Na ten mur świeżo postawiony. To już skalne urwiska prościej się trzymają! Popatrzcie malarze na wasze dzieło! Dwa dni i już tynk odchodzi. Macie się za wielkich mistrzów, a prawda jest taka, że zasługujecie na tyle, ile wam się płaci!

I znów wielu z powstańców zatkało...

- I pachołków moich zacnych przyjaciół kupców tu widzę. Zazdrośni wasi panowie, że nie są na moim miejscu. Myślicie pewnie, że gdy któryś z nich będzie handlem rządził zamiast mnie to będzie wam wszystkim lepiej, co?! Durnie! Tak samo będzie. Od mojej śmierci pieniądza na rynku nie przybędzie ani ten rynek się nie poszerzy!

Już prawie cisza na dziedzińcu. Osetnik, zamierzał teraz dokończyć dzieła.

- Głupcy, powiadam wam jesteście! Głupcy. Daliście sobą pokierować jak dzieci. Dosłownie, bo wiecie kto wami pokierował? Popatrzcie, Dudek, Sławko, Bernin... Nauczyciele waszych dzieci, co sami niczego nie osiągnęli, więc dalej za wymądrzanie przed innymi się brać! Naczytali się, nadumali i postanowili na waszych plecach do władzy się dorwać...

Już zupełna cisza na dziedzińcu. Nikt nie myślał Osetnika obalać. Już prędzej Dudka i przyjaciół wieszać...

Łatwo było złamać to słabe powstanie, bo każdy tu coś miał na sumieniu i bezlitośnie im te grzeszki Osetnik wyliczył. Ale za murami Skałki Osetnika jakąś wrzawę było słychać. To szli ci, których nie na pieniądzach oszukano, lecz na duszach. Od tego się cham nie wykpi.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później