Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Czwarty dzień: Czarownica?

Gorączka między ludźmi to rosła, to opadała i nikt nie zauważył, że ranek zamienił się w południe, a to pochyliło się wraz ze słońcem i przemieniło w wieczór. Nie tylko gwiazdy i księżyc przełamywały mrok, ale też jakaś dziwna łuna za murami. Nie tylko uparte świerszcze i dalekie dźwięki Śliwicy wkradały się w ciszę, ale też jakiś zgiełk na zewnątrz.

I jeszcze ktoś się odezwał. Niewieści głos, gdzieś z górnego, nieoświetlonego poziomu. Stanowczy i rozsądny.

- Ty, Osetniku możesz wmawiać ludowi, że tak samo jak ty chciwy i nieokrzesany. To wszystko w końcu tylko gra o bogactwa. Bez żadnych zasad, więc nikt cię nie może oskarżać, że jakieś łamałeś. Od grzechów wobec tysięcy ludzkich dusz, które utopiłeś w piekle najgorszych popędów się jednak nie wykpisz. Dudek!

Dudek posłuchał i kiwnąwszy na przyjaciół pognał do głównej bramy. Strażnicy zadziwieni całym zajściem nie zdążyli nic zrobić, tak szybko wrota stanęły otworem. Do środka wlał się zaopatrzony w pochodnie tłum wieśniaków. Wyzwolonych od wąpierza, żądnych porządnego życia zwyczajnych ludzi. Pokutę już każdy z nich sam sobie zadał, ale jeszcze potrzebowali jednego, by żyć po bożemu. Sługę Złego musieli wygnać.

Ten tłum był sprawką Piasta i Świetlika, którzy oba wąpierze u wejścia ich jamy ubili. Całą drogę powrotną towarzyszyły im kwiaty i oddechy ulgi. Uroczysty pochód za nimi rósł z każda mijaną osadą. Mędrak i nauczyciel nie bardzo mogli z początku pojąć, co takiego się z tymi ludźmi stało, lecz rychło chwycili w czym rzecz.

Wąpierz zniknął, zniknęła więc i pokusa u wieśniaków, by troski swego świata topić w zbrodniczych niemal przedstawieniach. Nawet się pastwieniem sami nie musieli trudzić, bo wąpierz męczył ofiary za nich. Już im się ten nałóg dawał we znaki, już by chcieli przestać na te pokazy uczęszczać, ale nie potrafili, bo tylko tak mogli zagłuszyć pustkę i słabość swego życia.

Dziwne, bo gdy potwora zabrakło, ta pustka powinna zupełnie nimi zawładnąć, lecz tak się nie stało. Znikąd, nagle zaczęli pojawiać się żercy, którzy o dawnych wartościach przypomnieli, wróciła między ludzi solidarność, osłabła potrzeba wielce wygodnego i nad rozsądek bezpiecznego życia. Dawne wracało i niosło nadzieję, że można żyć zwyczajnie, na własny rachunek. Po równo wśród trosk i radości.

Trzeba tylko pokutę odbyć. Bolesną, bo to cecha pokuty. Trzeba tylko świat do dawnego stanu przywrócić. Siłą, bo to cecha przewrotów. Sprawiedliwy sąd nie mógł minąć chama!

- Osetniku! - znów na dziedzińcu rozległ się głos białogłowy, co swą twarz kryła w cieniu. - To są twe prawdziwe ofiary. To jest twój prawdziwy grzech. Sprzymierzyłeś się z Nosicielem Krwi, który w posoce całą Śliwicę topi. Oddałeś dusze tych ludzi do zabawy Złemu, byle swoją potęgę zbudować. Dopóki zagarniałeś bezwzględnie jako człowiek, tylko ludzką miarą można cię było osądzać, lecz ty sprzedałeś ludzkość czartowi. Każdy z tych chłopów zaświadczy, co z jego duszą się działo. O nieszczęśnikach, którzy zginęli rozszarpani prze nietoperza nawet nie wspomnę, bo wspomnienie o nich pokutą wieśniaków będzie. Osetniku! Przegrałeś. Zejdź, poddaj się karze. Wyznaj wszystko, a ominą cię męki i śmierć będzie szybka.

- Niech cię piekło pochłonie, czarownico! - zawył Osetnik i zniknął gdzie w tajemnych przejściach.

- Za nim! - zawołała Sasanka, która wreszcie wyszła z cienia. - Koniecznie musimy go dopaść żywego, żeby nam imię Nosiciela Krwi wyjawił!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później