Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Kowal cudzego losu

Śliwica, gdy wreszcie do niej wrócili, wydała im się jeszcze bardziej odpychająca, niż za pierwszym razem. Gęby napchane przysmakami mieliły co szybciej, byle jak najprędzej odczuć rozkosz następnego kęsa, dania i wieczerzy. Spragnione usta łapczywie spijały kolejne dzbany i kielichy, byle rychlej zasmakować w czymś nowym i lepszym.

- Więcej, więcej, więcej! Dla mnie, dla mnie! Przyjemności! - domagali się tu wszyscy i dostawali.

Mieszczanie odnajdywali w tym mydleniu własnych zmysłów jedyne dla życia znaczenie, a kto już nie potrafił radować się coraz to nowymi wynalazkami kuchni i sypialni, tego czekała chyba tylko pustka, bo głębsze myśli tu nie znajdowały dogodnego gruntu, aby się zakorzenić i może kiedyś zakwitnąć. Kto się z pogoni za łechtaniem ośrodka przyjemności wycofał, ten lądował między najuboższymi. W dzielnicy takiej, jak ta.

Bukomira spotkali w tym samym miejscu, w którym ujrzeli go pierwszy raz. Pośród biednych i upośledzonych. Pokrzywdzonych i bezradnych. Otoczonego brudem, smrodem i płaczem. Bez wstydu żebrał u dobrych ludzi o darmowy posiłek, o dach w deszczową noc i uzdrowienie, gdy choroba zmogła. Człowiek, który między najznaczniejszymi tutaj się obracał, który największe tajemnice chciał wyświetlać turlał się tu w gnoju i zupełnie nie chciał z tym podłym położeniem walczyć.

- Bukomirze! - Świetlik ciągle czuł, że wobec człowieka, który z tego samego kraju pochodzi winien jest więcej, niż pobłażanie. Ukląkł przy nim. - Przecież nie jesteś chory ani słaby! Dlaczego tu jesteś? Dlaczego pozwoliłeś sobie, aby tu być?!

- Co za różnica gdzie? - odparł starszy mędrak beznamiętnie.

- Co za różnica? - Świetlik nie mógł pojąć, co się z Bukomirem stało. - Czy to moja wina? Czy to moje przesłuchanie cię tak rozbiło? Przecież przywykłeś nie takie rzeczy znosić! Czy może masz mnie za zdrajcę? Przecież wiesz, że musiałem cię męczyć!

- Wiem i za to jestem tobie nawet wdzięczny - Bukomir jakby się ocknął. - Obojgu wam. Wyświetlcie tę sprawę do końca. Ja sam już nic nie dam rady zrobić. Szukajcie wśród najmożniejszych. Szukajcie wśród najsławniejszych i najszlachetniejszych. Tam znajdziecie drugiego sługę Nosiciela Krwi. A potem samego Nosiciela. Zabijcie go, niech to się już skończy. On zginie, to i ja ulgę odczuję. Zabijcie to!

Bukomir w nagłym przypływie sił uniósł ręce, a że był do pasa nagi, oczom Świetlika, Sasanki i Piasta ukazał się obraz straszny. Pod jego pachami wisiały setki... Nie! Tysiące pomarszczonych workowatych kształtów! Niektóre pękate, wżarte głęboko w ciało, inne wijące się, jakby do tego ciała przyssane. Kleszcze! Pijawki! Krwiopijce!

- O bogowie! Tyle w tobie doświadczeń, tyle mądrości rad dla świata, jak go z bagna wydostać, a sam ze sobą nie potrafisz się uładzić! - niemal skrzyczała go Sasanka, starając się dokładnie powyciągać pasożyty i odkazić liczne rany. - Jakie ty świadectwo dajesz?!

Bukomir pokiwał smutno głową, jakby rozumiał, zgadzał się i wiedział, co należy, a jednak nic nie mógł poradzić.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później