Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Tysiące par oczu

Niby przesilenie w mieście minęło i wszyscy zdawali się zadowoleni z podziału łupów po upadku niesławnego Osetnika, lecz ciągle cos wisiało w powietrzu. Nie odczuwało się ulgi, takiej jaką przeżywa się zwykle po ustąpieniu jakiejś grozy. Nie było lekkości w tym wyzwolonym od przynajmniej części zła grodzie. Nie było, bo choć zło nie było już przez Osetnika karmione, to ciągle jeszcze żyły zaszczepione w ludziach jego macki.

Sasanka i Świetlik, z Piastem za przewodnika po Śliwicy, szli właśnie główną, najpyszniejszą z ulic grodu i zastanawiali się, co dalej. Wokół nich niby przyjazne, niby przychylne spojrzenia, lecz te tysiące par oczu nie wybawienia od Złego czekały, tylko oskarżenia za współwinę.

- Nie będzie nam łatwo tego drugiego znaleźć - stwierdziła Sasanka. - Nie zaufają nam. Będą nas szanować, ale nikt nam żadnej głębszej prawdy nie wyjawi.

- I dobrze! - zaskoczył przyjaciół Świetlik. - Zaczynam bardzo doceniać Mściwoja. To przenikliwa głowa.

- Co?!

- Wszystkim wmówił, że szukamy wspólników Osetnika i tego ludzie tutejsi się boją, o tym nam nie będą chcieli nic powiedzieć. Niech tak myślą. My szukamy przecież posłańca Nosiciela Krwi. Pod pozorem tamtego śledztwa przeprowadzimy swoje. Piaście, gdzie byś szukał?

- Chyba już wiem, chodźcie.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później