Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Gościnna ziemia II

Nie ma ludzi niewierzących. Kto się z tym nie zgadza, niech przywoła obrazy z przeszłości. Niech sobie przypomni niegdysiejszych ludzi. Od własnych, kochanych przodków, przez bohaterów, co ojczyznę ratowali, po wspaniałych uczonych i najsławniejszych mistrzów sztuki. Im dalej oni w czasie, im bliżsi sercom, tym bardziej w oczach naszych bogom podobni.

Piękny jest ich obraz. Jak na szali wagi: im bardziej w cenie ich zasługi, tym bledsze ich grzeszki. A przecież... To zwykli ludzie byli. Lubili się upić i o babach świństwa mówić. Lenistwo nieraz ich zmogło, okrucieństwo nieraz z nich wylazło. Swojej matce za młodu pyskowali, ojcu kijem grozili, gdy się postarzał. Dla siebie zagarniali więcej, niż się uczciwie należało, a to co dobrego im się przypisuje, te wspaniałości, to najczęściej nie ich zasługa, a tylko wyobrażenie.

Tak! Święta twoja matka za młodu nieraz zaświeciła nieskromnie ciałem! Mężnemu ojcu przytrafiało się nierzadko z płaczem tyły podać! Bohater z opowieści ojczyźnianych od zdrady był o krok, a mistrz, co w sztuce sławny, naprawdę zalet był pozbawiony i zasługi zwyczajnie ukradł!

A jednak nikt się nie odważy świętości tych szargać, chyba szaleniec lub nasłany wróg z obcej ziemi. Nie ma ludzi niewierzących.




Piast przodem, bo to jego kraj przecież, w środku Sasanka, na końcu pochodu Świetlik. W milczeniu, ostrożnie i czujnie omijali kolejne groby. Młody nauczyciel niejedno by im opowiedział o leżących tu znakomitościach, ale jakoś bał się ust otworzyć, a Sasanka ze Świetlikiem jakoś nie mieli śmiałości psuć nocnej ciszy pytaniami. Byłoby o czym mówić, bo mogiły tutejsze kryły ciała i możnych, i sławnych i szlachetnych.

Pierwszy był nagrobek Bednarza Wysokiego. Podobno z narażeniem życia dwanaścioro dzieci z szalejącego pożaru, jedno za drugim wyniósł. Wielkie rzeczy o nim mówili.

Zaraz obok Dobromir Wielki. Sławny był w Śliwicy z tego, że kiedyś wyprowadził miasto z wielkiej biedy, gdy pieniądz tutejszy był bez wartości, a chleb z godziny na godzinę drożał. Tak gospodarce cugle ściągnął, taki nowy pieniądz wprowadził, że raz dwa wszystko ozdrowiało.

Łabędzi Śpiew - tak zwała się pieśniarka, która ze sławą nawet poza Śliwicę się wybrała. Mówili, że kto jej posłuchał, ten już nie potrafił się niczym innym zachwycać.

Cała Śliwica szczerze wierzyła w ich wielkość i podziwiała ich niegdysiejszą wspaniałość. Tymczasem to nie Dobromir Wielki tak się gospodarką przejmował, tylko jego sługa Miśko, którego pod płotem pochowano. Bednarz Wysoki nie wyniósł dzieci z pożaru, bo zwyczajnie żadnego pożaru nie było, a tylko plotka. Bednarz był spokojnym i przeciętnym człowiekiem i takim umarł, choć w mirze bohatera. A przesławna pieśniarka, którą zwali Łabędzi Śpiew, owszem, pięknie nuciła, lecz za młodu. Potem jej krtań chorobie uległa. Niejeden powinien się pokłonić, przed jej sprytem. Trzydzieści lat z siebie głosu nie wydała, a świat trzymała na kolanach przed swym bajkowym podobno głosem.

Byli oczywiście na tym grobowym polu pochowani ludzi prawdziwie szlachetni, wielcy możni i przezdolni śpiewacy, ale jakoś się ich imiona przez lata zatarły.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później