Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Gościnna ziemia III

Nie ma ludzi...




- Skoro już się tu wdarliśmy w święty czas nocy, to pomódlmy się za te dusze - wyszeptał Świetlik, bo w szczerej wierze go wychowano.

Sasanka przytaknęła, choć jej panem był rozum, nie nadprzyrodzony świat. Szacunek każdego obowiązuje. Przytaknął i Piast, który jeszcze sobie nie zdążył wybrać, czy rozumowi, czy bogom służyć. Pokora każdemu zalecana.

Gdy tak wszyscy troje, każde po swojemu w zadumie, albo świętej rozmowie pozostawali, coś się poruszyło nieopodal.

Dreszcz.

Najpierw jeden ruch, jakby postaci, która nagle przystanęła, bo odkryła ich obecność.

Dreszcz po plecach i igły na twarzy.

Za chwilę więcej szelestów i trzasków. Bliżej i gęściej, jakby bezbłędnie ku nim strach gonił.

Oczy szeroko otwarte, a usta wykrzywione z lęku. Dreszcz, dreszcz, dreszcz!

Każde z trojga już chwytało za broń, lecz ciągle jeszcze łudzili się, że nikt ich nie spostrzegł, więc pozostawali niemal w bezruchu.

Cicho!

Mieli słuszność. Hałasujące coś lub ktoś minęło ich nie dalej, niż o kilka kroków. Za owym czymś lub kimś przypłynęło blade światło, bardzo nieprzyjemny zapach i obrzydliwe dźwięki. I GŁOSY.

- Idziesz, Ślągwa? - zaskrzeczał nieprzyjemnie jakiś staruch.

- Idę, nie drzyj się tak! - odpowiedział mu zezłoszczony drugi głos.

- Co duchów się boisz? - zaśmiał się pierwszy.

- Nie duchów durniu, nie duchów. Stój, tutaj jest świeży grób! Daj motykę. Tylko głęboko tym razem, żeby zwierzęta nie zwęszyły!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później