Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Wypijże wąpierzu!

Naskręt miotał się po całej kuchni. Ledwo zamknął drzwi za grabarzami wynoszącymi ostatnie ciało, już pognał z powrotem besztać kuchcików. Że za mało soli, że za długo na ogniu, że miara nie taka, a ozdoby zbyt nieśmiałe.

Samemu Mściwojowi chcieli serce podbić. Wysoka stawka. Zasmakuje wysłannikowi Szańczyka to się z panami zaprzyjaźni - panowie docenią i zaszczytami obsypią, jeśli nie...

- Ruszać się tam i przepisów pilnować! - nakrzyczał Naskręt na służących.

Dania szły do izb gościnnych jedne za drugimi. Pięknie przybrane i cudownie pachnące. Z ptactwa były: łabędzie nadziewane grzybami i gruszką, kuropatwy z prażonym prosem i śliwkami, dropie pieczone na czerwono i złoto i cała masa różnych, co ciekawszych odmian kurczaków i kaczek - z czerwonodziobymi oharami na czele.

Wszystko w świeżych i pachnących liściach mięty, przysypane cząbrem i obłożone żurawiną.

Dalej panowie życzyli sobie mięsa poważne. Wieprzki ze skórą i gorczycą w occie, z woła płaty smażone w głębokim tłuszczu i wszelkie rodzaje pasztetów do tego. Miód i śliwowica w dzbanie przy każdej potrawie. Placków i podpłomyków co niemiara.

Wszystko to szło na górę, skąd - ku uciesze kucharzy - dochodziły głośne beknięcia i rubaszne śmiechy. Gubią panowie dobre obyczaje, więc się bawią swobodnie. Bawią się, więc im smakuje. Ufff...

- Spieszyć się z tą gęsiną! - rozkazywał młodszym swoim pomocnikom ciągle niespokojny o przyszłość Naskręt. - Dzbany wytrzyjcie zanim zaniesiecie, bo zachlapane!

Do dochodzących z góry gromkich śmiechów i pieśni bitewnych na męskie głosy wkrótce dołączyły szczebioty i piski dziewczęce. Już ta chwila przyszła na panów, że im się zachciało młodymi być na powrót. Wbrew biegowi czasu, wbrew przyrodzonemu tokowi zdarzeń lgnęły do nich panny. Do ich władzy i miru, a oni zbyt byli pijani, by w swojej starczej chuci zobaczyć śmieszność.

- Teraz się okaże! - zadrżał Naskręt, który uznał, że już można kończyć ostatnią z potraw. Wyciągnął starożytny, niezawodny przepis...

Skrzydełko kacze, szyjkę, jej łapki, takoż i podroby zagotować w 3 dzbanach wody. Usunąć szumowinę, co się z początku na rosole zbiera. Dodać soli porządnie, cebulę, pora i przyprawy dodać. Potem ogień pod garem przydusić i jeszcze raz tyle poczekać. Marchwi i pietruszki teraz kolej. Niech teraz wszystko do miękkości dojdzie. Ognia pilnować, czy nie nazbyt swawolny!

Kiedy mięso miękkie wyjąć je z rosołu. Krew gęsią z lodu wyjąć i szybko zmieszać z octem pół na pół . Dodać mąkę i dobrze wymieszać. Do krwi wlać nabierkę rosołu, rozrobić, dolać do reszty zupy. Wymieszać i zagotować.

Na koniec doprawić danie słodyczą i przełożyć do niej z powrotem mięso i podroby. Na misy wyłożyć kluski i suszone owoce, a wszystko zalać czerniną. Niech się darzy!

- Tak... - zamyślił się kucharz nad przepisem. - Tylko krew zwierzęcą na ludzką tu zamienić i mnie ozłocą.

Naskręt wzdrygnął się, ale zaraz ciało do porządku przywołał. Kto ma skrupuły, niech zapomni o sławie.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później