Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Czas krwiopijców

Miłosierdzie należy się każdemu, kto wbrew wrażliwości chciałby przeczytać o śladach mąk, jakim poddawano tu Słowian przed śmiercią. Krew ich, mimo, że z lodu dopiero wyciągnięta, jakaś taka spieniona, jakby ciągle jeszcze w walczących żyłach wrzała. Ani słowa o męczarniach ani słowa o świętokradztwach, jakim ciała i krew ludzką poddawano. Ani słowa.

Każdy tu z grzechem za pan brat, każdy swoją rękę do zbrodni przyłożył i każdy się przed samym sobą inaczej tłumaczył. Naskręt, że jeśli on się zbuntuje, to kto inny przyjdzie na jego miejsce sławy szukać. Podlegli mu kucharze, że tylko wykonują, co im Naskręt każe. Kuchcikowie z kolei mamili się tłumaczeniem, że innej pracy przecież nie znajdą, a żyć trzeba...

A jednak trzęsły im się ręce, gdy tak nieśli dzbany i misy z czerniną do górnych izb pańskich. Nie tylko ze strachu, że z drogocennej potrawy coś uronią. Jeszcze się w nich tliły dobre iskry przez matki wpojone, które kazały wzdrygać się na zło oczywiste. Trzęśli się i krzywili, ale nie buntowali się otwarcie. Człowiek jest słaby. Chociaż wie, że źle czyni, czyni i tak, bo łatwiej płynąć, niż walczyć. Oby ktoś od tej grzesznej słabości odnalazł kiedyś Wyzwolenie...

Taka była przy tej ostatniej, najważniejszej potrawie krzątanina i gorączka, że Świetlik z Sasanką skorzystali sprytnie. Udając naprędce sprowadzonych gdzieś z miasta pomagierów chwycili za dzbany i sami w roli służących na górę weszli.

Przepych, aż zatykało. Wielkie nagromadzenie najwspanialszych przedmiotów, od złota po barwne świecidełka, ale ze smakiem poukładane, starannie podobierane, bez przesady i bez taniego błysku. Zupełnie inaczej, niż u chama Osetnika.

Wszystko najwyższej próby: goście najznamienitsi przy ławach, rozmowy mądre i pięknie poukładane, potrawy przednie, ściany wystrojone cudownie i dziewczyny najpiękniejsze. Trochę się słabo robiło przy bliższym przyjrzeniu. Słowianki młode i niewinne tu przyprowadzono z wiadomym zamiarem. Nie wszystkie rozumiały po co tu się znalazły. Te, które rozumiały, albo już się z losem pogodziły, ale jeszcze - daremnie - myślały, że kiedyś, jakoś uda się wyrwać z kręgu grzechu...

- Słowianie na stole, Słowianie pod stołem - Świetlikowi aż niedobrze się od tych myśli zrobiło.

Mędrak i uzdrowicielka najbardziej chcieli wiedzieć, jak się w tym wszystkim Mściwój odnajduje. Czy mu się spodobało? Czy się ułożył z wierchuszką Śliwicy? Czy niedawne słowo miał za nic?

Trudno powiedzieć. Mściwój uśmiechał się umiarkowanie i rozsądnie rozmowy prowadził. Niczym więcej, jak uśmiechem młode dziewczyny na kolana mu się pchające obdarzał. Jadł także rozsądnie, póki do czerniny nie przyszło, od której przejedzeniem się wymówił. Uważnie nasłuchiwał, bacznie się rozglądał, aż jego wzrok spotkał się ze wzrokiem Sasanki.

Zamarł. Zamarła i ona.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później