Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Wyzwolenie

Mściwój z wzrokiem wkłutym w Sasankę słuchał jakiegoś podpitego mocno jegomościa, który go do czerniny namawiał. Z początku tylko uzdrowicielka go pochłaniała, jako możliwa przeszkoda w jego nieznanych zamierzeniach, lecz im dłużej podpite panisko sączyło w uszy zgniłą opowieść, tym więcej jemu właśnie uwagi poświęcał.

- Pyszna jest ta czernina, naprawdę powinieneś spróbować, Mściwoju! - rzekł pijak pomiędzy łyżką zupy, a łykiem wódki. - Wszystko się tu świetnie układa. I mięso, i owoce, i słodycz z przyprawami. No i najważniejszy składnik przecież!

Mściwój lekko odwrócił głowę w jego stronę. Nawet nie spojrzał mu w oczy, bo te cały czasy śledziły Sasankę, ale skinieniem dał znać pijakowi, że łaskawie słucha.

- Jesteś ze Stargardu - ciągnął natarczywy sąsiad - więc nasze obyczaje mogą cię nieco dziwić. Pamiętaj jednak, że to my jesteśmy w Zaciszu i Hobolu najstarszą społecznością i najwięcej czasu mieliśmy, by zdobyć doświadczenie i wyrzec się zabobonów. Tych o krwi także. Wiesz, dlaczego się krew pije?

- Dlaczego? - zapytał Mściwój, choć wcale nie chciał odpowiedzi.

- Żeby pokazać wyzwolenie! - rozochocił się pijak. - Tysiące lat ludzie zbierali obyczaje: nakazy i zakazy, które może i kiedyś tam jakieś znaczenie miały, ale z czasem, z postępem, stały się jedynie pustymi zwyczajami, zupełnie pozbawionymi treści.

- Dawne zwyczaje pozbawione treści i znaczenia? A może jest tak, że wy tej treści po prostu nie dostrzegacie?

- My nie dostrzegamy? Z całym szacunkiem Mściwoju, ale jesteś w najstarszym, najbardziej godnym szacunku grodzie rozwiniętych krajów...

- ...godniejszym od stolicy?

- Tak, bo starszym i trwalszym! Jesteś w najzacniejszym z grodów, wśród najlepszych jego synów. Nie ma mądrzejszych, światlejszych i bystrzejszych od panów Śliwicy. Jeśli oni nie dostrzegają w czymś treści, to znaczy, że jej nie ma!

- Ktoś mógłby was o pychę oskarżyć...

- To byłby dowód małości, a prawda jest taka, jaką ci przedstawiłem.

- Rozumiem... - skrzywił się Mściwój, ale kłócić się w głos nie miał zamiaru. - Dlaczego więc tę krew pijecie?

- Już mówiłem, to wyzwolenie od przesądów! Jemy tu mięso psów, z matkami i córkami dzielimy łoże, jeśli nam to odpowiada, bo niby jaka rozsądna przyczyna miałaby nam tego zakazywać?! No powiedz! Jeśli znasza taką, przekonaj mnie, a więcej krwi nie spróbuję.

- W rozumie słów przeciw twoim słowom znaleźć nie można! - Mściwój z wierzchu jak kamień, ale w środku już się gotował. - Gdyby tylko w oparciu rozum i liczby świat budować, zapewne po waszej myśli by on się rozwijał.

Mściwój złapał oburącz talerz z czerniną, spojrzał na ludzką krew w ziołach i przyprawach i zamknął oczy. Wszyscy w izbie zamilkli. Jeśli spróbuje, znaczy przyłącz się do tutejszych, jeśli nie, trzeba go będzie...

Nagle Mściwój otworzył oczy, wstał i cisnął talerzem o podłogę. I jeszcze wrzasnął przy tym gromko:

- Wyzwolenie!

Nim ktokolwiek z miejscowych dostał się do Mściwoja z nożem, już dziesiątki wiernych przybyszowi żołnierzy skoczyło spomiędzy ław z ostrzami gotowymi do walki. Zagotowało się.

- Bogowie, przegraliśmy! - rozpłakała się Sasanka kryjąc się pod stołem. - Jeśli możni ze Śliwicy zwyciężą, nie będzie siły, która pokona Nosiciela. Jeśli Mściwój złych pozabija, nigdy nie poznamy imienia posłańca Złego!

- Więc módl się o inne rozwiązanie! - odrzekł jej Świetlik. Osłonił uzdrowicielkę swoim ciałem i czekał, na rozstrzygniecie jatki. Nic więcej zrobić nie mógł.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później