Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Odolan ratuje córkę

Największe świnie w dziejach ludzkości miały ludzkie strony. Nie tylko miały, ale też często były zupełnie niepodobne do swojego narysowanego przez wrogów obrazu. Jeśli wódz przegrywa ostatecznie wojnę o swoje istnienie, może być pewny, że go dziejopisarze zmieszają z błotem. Dla dobra swojego i swoich potomnych. Podobnie dzieje sie w przypadku zwycięzców, których grzechów nie ma komu pamiętać.

Z Odolanem tak nie było. Naprawdę był świnią. Wykształcony, wrażliwy na sztukę, rozsądny w handlu i rządzeniu swoimi włościami. A jednak świnia nieczuła na drugiego człowieka, gotowa dziecko otruć, byle swoją potęgę powiększyć.

Świnia Odolan jako człowiek tylko w jednym się przejawiał. O nikogo jak nie dbał, jak o córkę. Jedyną. Ani piękna ani mądra to była dziwczyna. Ale jego.

Teraz, gdy tu ją sprowadzono przed oblicze Mściwoja, zapłakaną i drżącą, Odolan otrzeźwiał i zeszła z niego podtrzymywana przez Złego hardość.

- Jeśli nas zmusisz, Odolanie...

- Nie - powiedział jeniec. Jego słowa były zupełnie pozbawione uczuć. Mówił, jakby to było zwykłe spotkanie o handlowych sprawach przy miodzie i kaszy. Dobrze sobie wszystko zważył w głowie. - Powiem wszystko.




- Jak to się stało, że cię Nosiciel usidlił? - rozpoczął przesłuchanie Mściwój.

Odolan szczerze odpowiedział.

- Jak się w Bractwie rządziliście? Kto w nim był, kto nie?

Możny ze Śliwicy wszystko o tym wyjawił.

- Jakie były wasze zamierzenia?

I to już nie było dla Mściwoja tajemnicą.

- Skoro już wszystko tak otwarcie mówisz, trzeba powiedzieć ostatnie słowo - wtrąciła się niecierpliwie Sasanka. - Musisz nam wyjawić imię Nosiciela Krwi!

- Proszę bardzo. Ma na imię Bukomir.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później