Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Chciałem dobrze

Grodnicę podpalił nieznany z imienia Nosiciel Ognia. Nie musiał żyć długo, bo jego rola tylko na wznieceniu iskry polegała. Na tej iskrze, jak na czarnym, smolistym rumaku Zły pognał między domostwa pogranicznego miasta i poprzez płomienie zamienił je w popioły. Już na tych popiołach tańczą hordy Szerszeni. Jakieś nowe Roje. Powołane, aby nieść ziemi cierpienie.

W Śliwicy Zły za sługę wybrał sobie Nosiciela Krwi. Ten także nie musiał długo działać. Wystarczyłoby, żeby krople swojej krwi wniósł do miasta i już się inni czarną robotą mieli zająć. Osetnik miał zło roznieść wśród wieśniaków za sprawą wąpierzy i bojaźni ludu, a Odolan wśród miastowych za sprawą krwistych pokus i pychy możnych.

Nosiciel Krwi nie musiał żyć długo, lecz żył. Niepotrzebne było nikomu jego imię, ale się rozniosło. Już raz się Bukomir, wtedy jeszcze przyjaciel z dawnego kraju Słowian, Świetlikowi spowiadał. Teraz wypadła spowiedź druga. Tym razem szczera, bo naprawdę przedśmiertna.




Oto zapis ostatnich słów najpodlejszego z ludzi, jakich Śliwica karmiła, spisany przez nauczyciela Strzępielnika, przyjaciela wielkiego Piasta, który wiernie panu Mściwojowi służył. Dla potomności, aby więcej błędów takich nigdy pośród ludzi szlachetnych nie było.

Namiestnik Złego, o parszywym imieniu Bukomir w opłakanym stanie. Smród nieopisany. Gnój i wymiociny. Ciało jego w paskudnej postaci. Gnijące i ropiejące. Coś się po tym przebrzydłym ciele wspina, coś je toczy. Kobierzec pijawek i kleszczy. Wąpierze ziemne przy jego żyłach się poją. Robactwo wszędzie. I szczury o ślepiach ognistych, zębach posoką splamionych.

Nieprawdopodobieństwem jest, aby człowiek w takim rozkładzie żył jeszcze. A jednak ten, którego zwali Bukomirem oddychał. Wolą Złego napędzany. Po co jeszcze Złemu ten Bukomir żywy, skoro przegrał tu wszystko? Ktos rozsądny na miejscu Złego raczej by temu psu czym prędzej usta zamknął...

Ostatnich słów tego złoczyńcy słuchali: pan Mściwój, stanem największy, Piast, co tutaj miał w przyszłości przykładem świecić , pan Świetlik, co zasługi dla Śliwcy poczynił i pani Sasanka, uparta Złego tropicielka. Czas rozmowy nie dłuższy niż godzina. Zapis uczciwy i szczery.




Chciałem dobrze - rozpoczął Bukomir głosem tak słabym, że ledwie ponad szmery i szepty się wznosił. - Ale...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później