Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Dola. Druga Kropka.

Łza i skrzywione usta.

- Nie wiem, czy moja głupota przyspieszyła bieg zdarzeń, czy go zmieniła, czy to co zrobiłem rozśmieszyło tylko nieunikniony Los - Bukomir mówił jeszcze ciszej. Tak cicho, że przez słowa przebijały odgłosy paskudztw toczących jego ciało. - Wichman z jakiegoś powodu mnie nie zabił. Tak się zajął swoimi sprawami, ze zapomniał o mnie, zapomnieli i strażnicy, co mnie w powrozach trzymali. Uciekłem. Nie miałem odwagi wracać i spojrzeć w oczy swoim, poszedłem więc za wschodnie góry. Przez Przełęcz Czcibora, przez Zakole Dłużnicy wyszedłem na Role Południową. Chciałem tam wszystko od nowa zacząć. Myślałem: skoro nowe miejsce, nowi ludzie, nowe sprawy, wszystko mogę bez obciążeń tym razem poprowadzić. Nie przewidziałem tylko, że ja sam w tym nowym miejscu byłem taki jak dawniej.

Jakiś grymas cierpienia.

- Szedłem przez kraj naznaczony Błękitnymi Proporcami nie pojmując zrazu, co się wyprawia. Patrzyłem na błyszczące oczy gospodarzy, którym Popiołcy krzemienia pasiastego i innych skarbów nie żałowali, byle ci żyli po nowemu. Widziałem, jak się dzięki temu pieniądzowi Słowianie zmieniali. Jak się zakochiwali w obcych zwyczajach, a swoje coraz większą pogardą obdarzali. Jak się szczycili, gdy który lepiej obcym, niż swoim językiem władał i jak się wstydzili swojej rodzimej mowy. Kupili sobie Popiołcy za te dopłaty coś, czego żadna wojna by u wroga nie dokonała. Słowianie gardzili samymi sobą.

Westchnienie.

- Poszedłem dalej na wschód, aż pod Wyszowy Las i tam spotkałem ludzi, którzy myśleli jak ja. Ucieszyłem się na ich spotkanie, nadzieja się we mnie rozbudziła, że jeszcze cześć i chwałę naszego narodu uda się odbudować. I tutaj znów Dola kazała mi Złemu służyć. Nowi towarzysze przeważnie byli młodzi, co się szlachetnym porywem serca, a nie przemyślanym działaniem spod czaru Popiołców wyrwali. Skupili się po lasach małymi watahami, łupili, grabili i nic poważnego nie wynikało z ich działań. Trzeba im był Wodza i Myśli. Jedności i celu, za którym w ramie i szczerze mogliby podążać. I ja im go dałem.

- Ty stworzyłeś Czerwone Sotnie?! -Świetlik jeszcze nie widział zwykłego człowieka, który by taki wpływ na dzieje miał. Istotnie jakaś siła za nim podążała. Szkoda, że zła siła.

- Miałem w ich powstaniu udział. To ja obmyśliłem, że skoro Obcy mają się za lepszych, to my powinniśmy tym samym odpłacać. Wymyśliłem bajkę o Nadsłowianach, o wyższości naszej krwi nad ichnią. Wymyśliłem, na przekór Popiołcom, własne dopłaty do roli: Czerwone Proporce zamiast Błękitnych. Wymyśliłem Zespolenie, zamiast ich Zjednoczenia. Popiołcy zabijali nieposłusznych sobie kmieciów, my zabijaliśmy tych chłopów, którzy nie chcieli według naszego rozkazu gospodarzyć...

- A kiedy zrozumiałeś, że zamiast zwalczać, tylko w ten sposób Zło wspomagasz uciekłeś - zgadła Sasanka.

- Chciałem dobrze...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później