Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Oddech

Oddech zawitał do Śliwicy. Odeszła dawna, nieśmiała zieleń drzew i krzewów zapomnianej już od miesięcy wiosny, rozmyły się wspomnienia wczesnoletnich, kruchych kwiatostanów, a soczyste owoce, zebrane i starannie poukładane w spiżarniach czekały zimy. Na miejsce tych wszystkich zwyczajnych pór przyszła ta, która dawała oddech. Rolnikom po żniwach należało się choć krótkie wytchnienie, nim zaczną pola do chłodów przysposabiać. Mistrzowie rzemiosł także mogli przysiąść, by zasoby po letnich jarmarkach policzyć i do następnych się przygotować. Kupcy, możni, słowiańscy woje, uzdrowicielki, biedacy, pachołkowie, kowale, kołodzieje, mamki i żercy - wszyscy oni po pracy nad zasobnością mogli zaczerpnąć spokojnie powietrza, nim kolejne obowiązki na nich spadną.

Tylko śpiewacy i gawędziarze bez wytchnienia chłonęli obrazy pięknej jesieni, by je zakląć w słowa i zagonić do pracy nad lepszym człowiekiem. Czerwone liście, złote liście, wszelkie głębokie zielenie, żółte i brązem zaszłe korony drzew tak przez bogów dobrane, że ani kawałek tego obrazu nie kłuł w oczy pomyleniem.

A teraz odwróć oczy od bogatej Śliwicy i spójrz za Przełęcz Krwawnik. Spójrz na samą Przełęcz. Już się tu roi od barw, które tak doskonale nie grają ze sobą. To szarobura ciżba uchodźców, z którymi bogactwem trzeba się będzie podzielić.

Za szaroburą gromadą uciekinierów podążała inna zgraja. Czarna. Szerszenie szły od Grodnicy krok za krokiem, pożar za pożarem obracając w popiół osady jeszcze niedawno zasobnego i szczęśliwego kraju. Już dawno byliby ci najeźdźcy w Śliwicy, już dawno zatańczyliby na jej wyszczerbionych murach, a z bezbronną ludnością wyczynialiby co najgorsze. Coś ich jednak powstrzymało na dzień, dwa.... W Grodnicy...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później