Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Mistrzowie miecza?

Nim ustał deszcz strzał już się dało spod murów słyszeć rozkazy szerszenich dowódców. Już ich ustawiali w zastępy, dawali haki i drabiny i kazali pod mury podchodzić. Większość rzecz jasna nawet pod mury nie zdołała podejść. Albo ginęli rażeni pociskami obrońców, albo dawali się ponieść tłumowi, który tak był wielki, że się niczym wzburzone morze miotał po przedpolu Śliwicy. Gwałtownie i bezładnie.

Byli wśród Szerszeni jednak i tacy, którzy zdołali oblężnicze sprzęty pod mury donieść. Tam je ustawiali, ruszali w górę. Z tych oczywiście także większość upadała, albo wraz z drabiną nieudolnie postawioną, albo potrąceni przez własnych towarzyszy, albo też strąceni rękami śliwiczan.

Tylko jeden z dziesięciu był dla umocnień grodu zagrożeniem. Niby niewiele, ale i tak była to chmara większa, od zastępów obrońców.

Mściwój z najwyższej wieży całość oglądał. Mądrze siłami gospodarował, posyłając kolejne oddziały na najbardziej zagrożone odcinki miejskich obwałowań. Tak długo i rozważnie siły przemieszczał, tak pewnie w nich odwagę i ochotę waleczną wlewał, że pierwsze z natarć Szerszeni odparto z łatwością.

- Nim się ta czarna czereda znów zbierze, zdążymy i posilić się i odpocząć - powiedział Mściwój, gdy już wszystko ucichło.

- Może na więc powiesz, dlaczego niby te gromady spod murów Szerszeniom bardziej niewygodne niż nam?

- Powiem, lecz najpierw drzwi przymknijcie. Niech nikt z niższych dowódców nie słyszy. Nie żeby to jakaś tajemnica była, ale ducha w naszych wojskach nie chcę gasić.

- Rozkaz!

- No dobrze. Trzeba sobie na początek jasno powiedzieć. Nasze wojsko to nie wojowie potężni, nie bohaterowie i boscy pomazańcy ani tez mistrzowie miecza. To zwykli mieszczanie naprędce podstaw walki nauczeni.

- Wiemy to przecież!

- Skoro wiecie, to powiedzcie, dlaczego tak niedoświadczeni obrońcy, tak łatwo napaść pierwszą odparli?

- Ty nimi mądrze dowodziłeś!

- Eh! -Mściwój machnął ręką. - Powiedzmy, ze moje wodzowskie doświadczenie pozwoliło zrównoważyć przewagę liczebną czarnych. I tak by nas pierwszym napadem wzięli, gdyby...

- ...?

- Gdyby nie to, że ich żołnierze to tacy sami woje, jak nasi. Niedoświadczeni, niedouczeni bez ochoty wielkiej i wiary w zamiary swych wodzów. To zbieranina ze wszystkich podbitych przez Szerszenie krajów wysłana tu wcale nie po to, aby Śliwicę zdobyć!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później