Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Prawda. Wstyd. Wojna.

- ...żeby te wszystkie podbite ludy zaprząc do pracy dla swojej przeciwnej bogom gospodarki, potrzebowaliby najmniej pokolenia - opowiadał Mściwój, a Sasanka, Piast, Świetlik i co możniejsi z tutejszych wodzów słuchali z otwartymi ustami. - Tyle czasu nie mieli. Ta zbieranina pod murami, to mrowie ludzi na tyłach wojsk, to lud dla nich niepewny, gotowy w każdej chwili jakieś powstanie wywołać. Lepiej już ich w karby wziąć, poczęstować kłamstwem i postraszyć, że im się rodziny wyrżnie, jeśli posłuszni nie będą. Tak zrobili najznaczniejsi z wodzów Szerszeni. Ta zbierania pod murami ma po pierwsze nas zająć, możliwie dużo ze skromnych przecież słowiańskich sił związać walką. Większość z nich zapewne zginie, więc się problem niepewnego zaplecza Szerszeniom rozwiąże.

Cisza. Jakby niewiedza ze wstydu się za miasto wynosiła ukradkiem.

- To przecież nie jest główne pole walki. Wiecie o tym. Zarówno ci tutaj, jak oddziały które podeszły od południa i północy pod Rolę Północną, gdzie Zimowit, Witlicz i Biedrzeniec siedzą, to tylko głębokie odwody.

Czerwień na twarzach. Każdy ze słuchaczy własnej dziecinnej głupoty się wstydził.

- Wszyscy prawdziwi wojowie już się zbierają - ciągnął Mściwój nieubłaganie. - Już ruszają pod Twierdzę-Świat. Tam się rozstrzygnie wszystko. My tutaj mamy dość łatwe zadanie. Śliwicę obronić przed hałastrą bezładną. I modlić się, aby pod Twierdzą-Świat Zły zupełnie pamięci o człowieku z dziejów nie zmazał.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później