Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Żywy człowiek

Mściwój miał słuszność. Za pierwsza próbą zdobycia Śliwicy Szerszenie podjęły drugą, równie nieudolną. Potem trzecią, która ich znów kosztowała setki istnień. Jednak mimo słabości napastników obrońcy za każdym razem musieli się najwyższym poświęceniem wykazać. Sami przecież mistrzami wojny nie byli. Tak się trzymały dwie słabe siły za kark pod Śliwicą. I o to pewnie Szerszeniom chodziło.

Piast ciągle się przy Mściwoju kręcił, cały czas podpatrywał, cały czas się sztuki wojennej uczył. Inni przyjaciele także mieli pełne ręce roboty albo to walcząc, albo porządku w samym mieście i okolicach pilnując.

Tylko Świetlik i Sasanka zdawali się zupełnie niepotrzebni. Swoje zrobili, na mury ich nikt nie zapraszał, Mściwój czasu nie miał... Aż wreszcie w środku pewnej ciemnej nocy strażnik ich ze snu wyrwał.

- Rozkaz od pana Mściwoja. Natychmiast się w wieży stawić!

Ledwie coś na siebie narzucili, już ich ku wyjściu żołnierze pchnęli, prawie biegiem zmuszeni byli po schodach się wspinać. Dotarli wreszcie do izby dowódcy. Straż drzwi otworzyła, a tam Mściwój oraz gość jakiś brudny, odrapany i zziajany. Gość tak radosny, że Świetlik z Sasanką aż krzyknęli.

- Chocian!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później