Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Cud

Cały nieszczęsny wygląd Chociana, zmęczenie w oczach i drżenie rąk lepiej od słów przemawiały. Ten człowiek przeszedł wiele, nim się tu dostał. Że dotarł cało, to cud. Cud, że zmysłów nie stracił widząc, co wróg z jego dawnym krajem uczynił. Chocian nie stracił rozsądku, mimo że sieć tajnej władzy, którą budował latami także była już wspomnieniem. Ciągle jeszcze widział dla siebie miejsce i czuł, ze ma coś na świecie do zrobienie, skoro odnalazł tyle sił by się zjawić u Mściwoja.

- Siadajcie! - Mściwój wskazał Sasance i Świetlikowi miejsce na ławie. - Ciekawych rzeczy przyjdzie wam się za chwile dowiedzieć. No i skończy się wasza bezczynność.

- Tak - przytaknął Chocian. - Ciągle obowiązuje was przysięga. Wciąż jesteście w Czerwonej Straży. Być może jako dwoje ostatni wierni jej członkowie, ale jednak.

- Komu mielibyśmy być wierni, skoro ani Grodnicy ani twojej Służby już nie ma?!

- Światu. Nasze położenie wydaje się być beznadziejne, jesteśmy otoczeni przez takie morze Szerszeni, że wszystkie wojska świata by im nie dały rady, ale nadzieja jest. Ostatnia.

- Twierdza-Świat?

- Tak, ale nie tylko. Aby Wielka Bitwa pod Twierdzą-Świat miała znaczenie, i wy, i ja musimy wykonac zadanie.

- Zadanie? Jakie?

- Za chwilę - powstrzymał ich Chocian. - Najpierw pokażę wam przedstawienie, jakiego jeszcze nie widzieliście. Pół świata na nim. Zobaczycie, zrozumiecie. Patrzcie!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później