Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Proste zadanie

- Popatrz! - Świetlik położył rękę na ramieniu Sasanki.

Ostatni raz się odwrócili. Spojrzeli na południe, gdzie już dość niewyraźnie majaczyły zęby świeżo naprawionych murów Śliwicy. Dochodziły stamtąd głosy niepokoju, walki i cierpienia, lecz dziwnie spokojni byli, że się czarna czereda przez warowne urządzenia granicznego grodu nie przeleje. Zostawili tam przecież wielkiego wodza Mściwoja, zostawili Piasta, który się chętnie wszystkiego od niego uczył. Zostawili wreszcie kraj wolny od macek Złego. Poradzą sobie w Śliwicy.

- Spójrz tam! - Sasanka pokazała Świetlikowi inny krajobraz.

Oboje zwrócili oczy na wschód. Zdawało im się, że widzą Chociana, a raczej jego niewyraźny, rozmyty cień. Spieszył się do Stargardu, aby naprawić to miasto. Tylko on miał wiedze i doświadczenie, aby samej sławnej stolicy rozwiniętych krajów dać radę. Poradzi sobie?

Sasance i Świetlikowi dowódca Straży pozostawił zadanie łatwiejsze: wyzwolić od Nosicieli wszystkie pozostałe miasta Zacisza. Ulewnicę, Orszę i Ber. Dać drogę wielkim wojskom Światłości zmierzającym pod Twierdzę-Świat, dać chłopom i mieszczanom wolę, by te wojska wspierać, dać wreszcie nadzieje wszystkim dobrym ludziom, by chcieli jeszcze żyć. Dla siebie i innych.

- Choć Sasanko! - Świetlik pospieszył przyjaciółkę. - Zdaje się, że to już przysiółki Ulewnicy. Jeszcze dzień i będziemy w mieście!

- Kolejne z naszym łatwych, niemożliwych zadań - parsknęła zmęczona Sasanka pozwalając się objąć ramieniem.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później