Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Stańczyk

Sasanka pierwsza go spostrzegła. Nawet wśród barwnego tłumu tutejszych mieszczan wyróżniał się krzykliwym strojem. Bogactwo w nim barw i sterczących szmatek, jak u dziecka jakiegoś, lecz gdy się oczy tego człowieka uchwyciło, widać było w nim nie dziecięca swawolę, lecz mądrość, roztropność i coś jakby zatroskanie. Chwila i te oczy czujne wyłowiły wpatrującą się w nie Sasankę. W lot jego twarz zmieniła się w stańczykowi zwykłą, pełną zawadiackiego uśmiechu i urwisowych ogników w oczach. Podskakując i śpiewając coś niewyraźnie podbiegł wprost ku Świetlikowi i Sasance.

- ...Isaja, Lado, Ileli, Jaja, któż ku nam przybywa, z dalekiego kraja? - zaśpiewał od ucha do ucha uśmiechnięty, podskakujący do pieśni pstrokaty człowiek.

- Jestem Świetlik, a to moja przyjaciółka Sasanka. Przychodzimy ze Śliwicy.

- Dzidzilejla łada, jak się pięknie składa, bo jaj jestem Stańczyk, co przybyszów bada.

- Długo tak możesz? - skrzywił się Świetlik na te wygłupy.

- Długosz, ach długosz... - Stańczyk ciągle szczerząc zęby rozłożył szeroko ręce na znak, że takie błazeńskie zachowanie to jego przyrodzona właściwość.

- A czy możesz mówić zwyczajnie? - przerwała także już znużona wygłupami Stańczyka Sasanka.

- Owszem mogę - Stańczyk nie przestawał się uśmiechać i podrygiwać, ale chociaż z wiązaną mową sobie dał spokój. - Ba! Mogę być zupełnie poważny, ale to was będzie kosztowało dobre piwo i porządną misę dla mnie.

- Jeśli tylko potrafisz być znośny i użyteczny, nawet cały wieczór od nas dostaniesz!

- Zgoda! Pokażę wam, gdzie najlepiej zjeść i pomówić, ale... - Stańczyk przerwał, jakby czegoś nasłuchiwał. - Za chwilę! Najpierw się tu Wielkiej Osobie przyjrzymy, najpierw jej się pokłonimy, póżniej zaś - dzban w dzban - zmysły potracimy!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później