Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


To nieprawda

Jakiś donośny głos i zgiełk dobiegał z miasta. Wzbierał harmider, a równocześnie deszcz coraz większy szumiał wokół i o dachy dzwonił. Tak już prawdę mówiąc lało, że suchej nitki na nikim nie było. A hałaśliwy tłum się przybliżał...

- Słońce ty nasze, blasku! Witaj, oświecenie! - krzyczeli wszyscy chwaląc pogodę w ten ulewny dzień. Kto to widział, by w przemoczonym ubraniu, wśród chłodu i wiatru przejmującego szczęście widzieć? Albo szalonym albo zakłamanym być trzeba... Zwykły człowiek raczej szuka schronienia, gdy mu się na głowę zimny deszcz leje, a ci przeciwnie. Jeszcze bardziej twarze na wielkie opady wystawiali, śmiali się i krzyczeli, jak to im dobrze. Co ich tak omamiło?

- Niesamowita ta Słowiańszczyzna - rzekła donośnie dziwna postać, która zdaje się ośrodkiem tego zamieszania była. Skromnie ubrana, postacią także nie górująca osoba zbliżała się z wolna, a wokół niej wielkie gromady radośnie krzyczały. - Naprawdę, niesamowita ta Słowiańszczyzna w Ulewnicy! - chwaliła tajemnicza postać, lecz minę miała zupełnie skwaszoną. Trudno było tę osobę przejrzeć. Już nawet określenie czy to mężczyzna czy niewiasta było trudne. Wieku raczej mocno dojrzałego, z przewagą włosów siwych, postawą przygarbioną, wzrostu niewielkiego... Ot uczony. Tylko co uczony robi na ulicy, tłumami kierując?

- Kto to? - zapytała Sasanka.

- Ijanion - odrzekł Stańczyk. - Wielka postać. Wyzwolicielka mózgów. To dzięki niej się z wytworów marzycielskich i wymyślonych boskich pęt tu wszyscy wyzwolili. Każdy wolny teraz od społecznych więzów, sam może o swym szczęściu myśleć, w dowolną stronę iść...

- Każdy może dzięki niej w dowolną stronę iść? To dlaczego wszyscy idą za nią w krok?

Stańczyk tylko wzruszył ramionami spoglądając tajemniczo na przybyszów.

...i ty wierzysz we wszystko, co tu widzieliśmy?! - Sasanka nie ustępowała, żądając od Stańczyka odpowiedzi.

- Łado, Ileli, Jasza, Tyja, w co ja wierzę, wiesz to ty, wiem i ja - zaśpiewał znów niepoważny Stańczyk, kłoniąc się przy tym i rozkładając szeroko ręce. Ciekawą sobie w życiu ucieczkę od prawdy wybrał. Ale nie każdy tak może.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później