Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Zabójcy Świętości

Stańczyk w zasadzie nie musiał nic mówić. Wystarczyło rozejrzeć się dookoła, by dostrzec do niczego nie podobny stan tego miejsca. W tłocznej Wyzwolonej Myśli trudno było odnaleźć jakieś wolne miejsce, każdy z mieszczan chyba miał za cel się tu znaleźć i tu zabłysnąć. Błyszczeli oczywiście ci, którzy najdalej się posunęli w wychwalaniu postępu. Ba! Samo wychwalanie nie wystarczało, trzeba jeszcze było przykładem świecić.

Choćby obok. Dwóch mężczyzn więcej niż bliskich sobie. Otwarcie, więcej niż otwarcie - nachalnie - się z ta bliskością obnoszących. Widać, że dla poklasku, widać że ten poklask się dla nich zdnajdował i ich w przeciwnym przyrodzie związku utwierdzał. Sasanka i Świetlik spojrzeli na Stańczyka. Ten tylko wzruszył ramionami. Zwykła rzecz.

- Nie mówcie mi, że u was tego nie bywało - powiedział błazen dopijając piwo.

- Bywało - odrzekła Sasanka. - Tylko nikt przedstawień z tego nie robił.

- Więcej to niż przedstawienie - uśmiechnął się Stańczyk. - Oni przywileje mają, ułatwienia i ogólną życzliwość. Nie tylko oni... Tutaj każdy rodzaj miłowania, jaki do głowy przyjdzie uchodzi. Zresztą to nic takiego...

- No niby nic - zgodził się Świetlik. - Co kraj, to...

- Żeby istotę Ulewnicy zrozumieć, musicie poznać Zakon tej postaci, którą w pochodzie widzieliście.

- Ijanion?

- Tak.

- O umarłoszach i nieżywcach miałeś mówić...

- Po kolei. Najpierw Ijanion. Potem Zakon Zabójców Świętości przez Ijanion stworzony. A potem owoce ich czynów: umarłosze i nieżywe. A teraz piwa!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później