Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Zły puka

Późno się już zrobiło i w gwar rozmów, z mroków i mrozów świata poza gospodą zaczęły dobiegać dziwne dźwięki. Obecni zdawali się z początku zupełnie ich nie zauważać, pogrążeni w swych mniej lub bardziej rzeczowych dysputach o sprawach wyższego rozumu, lecz nie dało się pomijać ich bez końca. Wreszcie do wnętrza wtargnął paskudny dźwięk natarczywego pukania, a uczucie jakie wraz z tym pukaniem wlewało się do środka świadczyło, ze nic dobrego za drzwiami nie czeka.

Dreszcz.

Zgromadzeni w gospodzie stracili na chwilę swój rozumny zapał i zatrzęśli się zgodnie przed Złym, lecz się zaraz otrząsnęli, udając, że nic się takiego nie stało. Zaraz wrócili do swych rozmów o postępie, łamaniu więzów dawnych świętości i świetle przyszłości. Znów się uśmiechali, znów byli otwarci na nowe myśli. Z wierzchu, bo tak wypadało. W środku drżeli i bali się bardzo. Czego?

- Bywało źle na Żywiczny Półwyspie - Świetlik opowiedział, co z młodości zapamiętał. Mówił tak, jakby jakieś najwznioślejsze prawdy wobec zagubionych ogłaszał. I tak w istocie było. - Bardzo źle nawet. Ale to co było dobre, to co od pokoleń dawał wzrost i ostoję, to było otaczane rosnącą świętością. Po pierwsze święci byli bogowie. To od nich prawo nadrzędne płynęło, którego żadne z praw ludzkich mocą nie sięgało. Siłą tych praw boskich wszystko co od nich płynęło - tu, na ziemi - także święte było. Święte było szlachetne postępowanie wobec siebie, bliźniego i innego otoczenia. Święta miłość rodziny najbliższej, jej wobec rodu niezależność, oraz świętość rodu i całego narodu. Święte były obyczaje, święte zwyczaje.

Westchnienie.

- Ta świętość młodym i nie dość daleko widzącym zawsze się wydawała kagańcem. Jakże mogła zresztą czym innym się wydać skoro ograniczała wolność, nieraz przydawała cierpienia, a celu jej młody nie rozumiał? Dopiero z wiekiem przychodzi oświecenie. Nieraz na czas, nieraz za późno. Świętość była i jest dotąd ostoją przed tym, co w człowieku zwierzęce. Przed tym bydlęciem bezdusznym ,które wszystko zrobi, byle się w przyjemność na wieczność sturlać. Wszystko zrobi! To zwierzę, dopóki w bezrozumnym bydlęciu uwięzione było, mimo swej dążności do przyjemnych stanów zdawało się niegroźne, bo też i środków nie miało, by prawa na świecie zmieniać. Czy rozumiecie co się jednak stanie, gdy człowiek ze swym rozumem, władzą i potęga swego oręża porzuci świętości i zacznie się bezwzględnie w przyjemność staczać? Na nic i nikogo po drodze nie bacząc?! Piekło nastanie na ziemi. Piekło niewyobrażalnego cierpienia wszystkiego i wszystkich. Aż do zupełnej śmierci wszelkiego życia. I to będzie Złego zwycięstwo! Czy rozumiecie?

Oczy Świetlika świeciły się, wilgotne, bliskie płaczu z wysiłku woli i umysłu. O krok był Świetlik od właściwych słów, nawet ich prawie dotknął, ale to chyba nie to jeszcze było. Nie sedno. Nie ostateczna Odpowiedź.

Mądrzejszej głowy widać było potrzeba, by Odpowiedź uzyskać. Szukać będzie jeszcze trzeba po świecie głowy szlachetnej i światłej, co właściwe słowa przeciw Ijanion wypowie! Tymczasem jednak okazało się, że Świetlik jednak nie mówił po próżnicy. Coś osiągnął. Tyle osiągnął, że Stańczyk zapłakał i więcej zrozumiał.

- Tak! - powiedział błazen we łzach. - Widzę w tej karczmie trupy żerujące na zwłokach wielu świętości. Jasno mi to pokazałeś Świetliku. Przy każdym stoliku trup, przy każdym truchło dawnego obyczaju. Teraz ja wam opowiem, co widzę!

Już miał Stańczyk mówić, gdy mu znów dreszcz przerwał.

- Puk, puk! - zapukał jeszcze raz zniecierpliwiony Zły. Czekał za drzwiami, bo się jeszcze tliły jakieś tarcze świętości między ludźmi w Wolnej Myśli. Ale głowy ich pracowały usilnie, aby te świętości znieść co rychlej. A wtedy...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później