Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Coś się pcha między ludzi

Im donośniej z zewnątrz strach się domagał wpuszczenia, tym głośniej mądrale z Wolnej Myśli między sobą rozmowy prowadzili. Im mocniej zło parło na te izby nieszczęsne, nie tylko już pukając, ale waląc w okna i drzwi, szukając przez komin i piece dojścia, tym bardziej zażarcie tutejsi postępowi mózgowcy szargali ostatnie ze świętości, aby w ten sposób uciec od pytań i wyzwań prawdziwego świata. Na dachu coś stąpa, coś biega i węszy. Od spodu, pod nogami, pod deskami podłoża także jakieś natarczywe drapania i jęki. Coś się pcha tutaj. Coś idzie, wabione zapachem gnijących mózgów.

- Dajcie bogowie, abyśmy dożyli do rana! - szepnęła Sasanka.

Czyżby te jej słowa miały być ostatnią modlitwa w dziejach człowieka? Nie! Nieśmiały promień poranka zawitał wreszcie do gospody. Już dobre rano, grudzień przecież i światła czas niedługi, ale zawitał. Blady i zimny, lecz wystarczająco silny, aby przegonić cienie do mroków, zagonić lęki do nieświadomości i zająć się porządnym, zwyczajnym życiem. Jeszcze nie dziś, jeszcze im jeden dzień dano. Ale już jutro może się okazać, że Zły żadnego oporu nie napotka. Po prostu wchłonie dusze, jak człowiek łyżkę kaszy w siebie kładzie. I będzie ból, a potem nic nie będzie.

- Trzeba coś robić! - Świetlik czuł, że musi działać. - Sojuszników poszukać, ludzi porządnych, co jeszcze wiedzą, jak żyć trzeba. I to szybko!

- Są tu i tacy, chociaż nie wiem...

- Prowadź do nich Stańczyku, a po drodze o nieżywcach i umarłoszach wreszcie powiesz.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później