Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Gońba

Gorączka jakaś te tłumy trzymała za głowy! Szaleńcy miotali się we wszystkie strony to klnąc na czym świat stoi, to błogosławiąc bohaterów, z bogami ich zrównując. Szaleńcy! I po co to wszystko, dlaczego tak gardłowali? Zrozumieć trudno...

- Gońba! - nagle wykrzyknął ktoś na środku majdanu, machnął kolorowym proporcem i jeszcze większy zgiełk się zrobił.

Na jego znak ruszyli. Kto ruszył? Cztery konie i to nie podjezdki jakieś, ale potężne ogiery, których by się książęta najbogatsi nie powstydzili. Piana z pysków im kapała, ogień z oczu iskry sypał, a mięśnie ich rozgrzane, że mroźne wszędzie wokół powietrze na ich ciele tak się rozpalało, że drgało, jakby na pustyni w gorące południe. Za każdym z ogierów jeden człowiek na saniach. Nie gorzej od całego zbiegowiska krzyczeli nahajkami zwierzęta popędzając. Nie gorzej od koni rozgrzani, nie mniej od nich w gorączce wyścigu parujący. O niczym nie myśleli, nad niczym sie nie zastanawiali. Gnać! Gnać, przed siebie! Przed wszystkimi, za wszelką cenę innych wyprzedzić! Wygrać!

- Gońba! Gońba! Gońba! - krzyczeli ludzie bliżsi białej gorączki z każdym kolejnym kółkiem pokonywanym przez ścigaczy. Trzeci i czwarty raz cały majdan woźnice okrążyli. O mało się nie stratowali, mało w tłumy rozwrzeszczane nie wpadli. Oj niejeden tu musiał zdrowiem i życiem za te zabawy piekielne zapłacić.

Gońba! Gońba! Gońba! Kto by o niebezpieczeństwach myślał, kiedy Gońba! Nawet Stańczyk już cały był owładnięty ta gorączką. Gońba!

- Szaleńcy! - wyszeptała oszołomiona Sasanka zupełnie nie pojmując, co się wokół niej działo.

- Szaleńcy - zgodził się równie ogłuszony Świetlik. - Takich trzeba, aby to miasto w snach pogrążone rozbudzić. Choćby i kijami.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później