Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Umarłosze. Przedstawienie.

Cienie nie zawiodły. Jak zapowiedział Stańczyk wypełzły z mroku i zatańczyły na granicy światła. Duchy jakie, zmory? Nie! Dwie nogi i dwie ręce, głowa i ruch niepewny. Ludzie, tyle że nieskrępowani żadną z zabitych świętości. Pijani miodem, ożarci tłustym i rozochoceni szukali ofiar. Najchętniej szukali ich właśnie w tej okolicy. Tutaj było najwięcej Słowian przybyłych do Ulewnicy za pracą. Oni mieli na swa obronę tylko uczciwość, wolę i siłę, aby rodziny wyżywić. Żadnych układów i znajomości. W sam raz tyle, aby się za nimi nikt nie wstawił. Akurat tyle, żeby nikt nie oskarżał umarłoszy o zbrodnie.

Umarłosze już wyczuły, że się kręcą strachliwi ludzie po kątach. Biedni i bezbronni. Dziewczyny i chłopcy. Umarłosze wiedziały, że nic nie zdoła ich żądz powstrzymać. Poczwary wykrzywione przez rozpustę i nieokiełznanie. Najwyższe osiągnięcie Pieśni Postępu i Wolności, przez Ijanion nuconą.

Pierwsza dziewczyna już zakwiliła. Niepotrzebnie. Pierwszy chłopak dopadnięty wrzasnął czci broniąc. Umarłoszom wszystko jedno. Wolność. Postęp. Nieokiełznanie.

Nagle jakieś tknięcie nieoczekiwane sprawiło, że prąd wypełnił ciała Stańczyka i Sasanki. Jakieś macki wpełzły na ich ramiona, oplotły ich niezapowiedzianym dotykiem. Wdarły się twierdze ich ciał. Ciała odpowiedziały natychmiast nagłym drżeniem, zesztywnieniem mięśni i obronną postawą. Świetlik już miał w ręku miecz, a Sasanka nóż.

- Spokojnie - powiedział Stańczyk. - To jest właśnie nasz mistrz-ścigacz. Przyjaciel.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później