Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Na Kopiec

Jeśli w mroku towarzyszyło im jakieś światło, to tylko migotanie mroczków w oczach. Ze zmęczenia i ze strachu. Ciągle w górę, błotnistą stromizną, z sercem walącym, płucami wołającymi tlenu i nogami jakby z tej gliny rozmiękłej. Za nimi wyjące bydlęta - wolność w najczystszej postaci. Żądze odarte z kajdan naniesionych przez tysiące lat porządku i obrządku. Świętości przepędzone przez Ijanion i sługi Zakonu Zabójców Świętości nie hamowały już tych człekokształtnych potworów.

Przed nimi? Nie! Mroczki w oczach to nie było jedyne światło. Na czele gromady biegł Krak. Jaśniejący, silny i zwinny. Szybki i pewny. Mądry i bystry. Za nim wszyscy gonili, za nim ufnie podążali na sam szczyt, który już majaczył.

Nie tylko Stańczyk, nie tylko Świetlik z Sasanką za nim biegli. Cała wielka ciżba słowiańskich uciekinierów, którym tutejsi praw ani miłosierdzia ofiarować nie chcieli, bądź nie potrafili. A dziwna była ta Słowiańska czereda, jakby tylko część ludzkich rodzajów wyjąć z plemienia...

Za nimi poczwary jednym tylko celem w głowach: przyjemnością swe mózgi wypełnić, a ceną za tę przyjemność będzie cierpienie innych. Prze nimi coraz bliższy z wyglądu bogom Krak. Bohater to jeszcze czy już z innego świata postać?

Aż dziwne, że Świetlik w tym wszystkim zastanawiał się kogo też wśród słowiańskich uciekinierów brakuje. W końcu zrozumiał.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później