Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Mniej nas, aleśmy silniejsi

Drżą serca i mięśnie pulsują. Grają serca i oddech biegu przyspiesza. Ze zmęczenia to, ale nie ze strachu. W górę, na szczyt Kopca. Krak. Za nim Świetlik i Sasanka. Stańczyk ostatkiem sił. I inni: Słowianie z Roli co się przyłączyli do gromady. Nie ze strachem biegną, lecz z nadzieją. Strach paraliżuje przecież, a sił dodaje cel i wola niezłomna.

Na dole umarłosze. Wyjące, oplute krwią stygnących jeszcze ofiar nieludzkie poczwary w ludzkich powłokach. Jeszcze głodne bólu innych, jeszcze chętne innym cierpienie zadać.

- Aaa! - potwory dopadły kolejnego, który nie okazał się dość w woli mocny. Nim go rozerwą na strzępy jeszcze się nim pobawią, jeszcze sprawdzą, jakim by to nowym sposobem wypełnić ludzką czaszkę gęstwą najostrzejszego bólu. Ile się da go męczyć będą, jak długo można będą go zadręczać.

- Aaa! - kolejny nieszczęśnik w ich ręce popadł. Tyle dobrego, że się ich pościg zwolni, nim z niego życie wypłoszą...

- Długo jeszcze tak biec będziemy? - Stańczyk ostatni oddech na to rozpaczliwe pytanie zmarnował.

- Nie! - Krak ni stad ni z owąd zatrzymał się. Spojrzał wokół i okolicę rozpoznał. - Tu jest najwęższe miejsce i zbocze najbardziej strome. Tu staniemy im naprzeciw! Siedmioro nas zostało, w tym dwie niewiasty i dziecko. A z dołu czterdziestu byłych ludzi węszyło i pełzało ku nam.

Miecz! Nóż! Topór! Łuk! Nasiekaniec!

Wiara i męstwo!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później