Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Komu grób, Kraku?

Wola zabijania gnała ich ku Słowianom. Wola zabijania i męczenia. Już im się pyski śliniły na myśl tych wszystkich okrutnych sposobów, jakimi ocalałych uciekinierów zamierzali zmysłów pozbawić. Umarłosze były coraz bliżej. Brudne, pokrwawione koszule, spodnie umazane resztkami ciał ofiar. Krok za krokiem zbliżali się do szczytu. Zabijać! Męczyć! To jedno im w głowach grało.

Krak wystąpił przed szereg z toporem. Właściwe z siekierą gdzieś po drodze z dawnej drewutni wyjętą, ale i to mu miało wystarczyć. Zasapany, lecz zmęczenie nie osłabiało jego woli. Żywy i czujny, lecz strachu po nim nie było znać. Ani słabości ani głupoty. Więcej takich wodzów, a ludzie by dalej w słowiańskim królestwie szczęścia zażywali!

Tuż za nim Świetlik z mieczem, obok Świetlika Sasanka z nożem błyszczącym. Oboje bez strachu. Nawet Stańczyk, co kroku nie ustępował chwycił kij jakiś, zęby zacisnął i do walki śmiertelnej się gotował. Jeszcze z nimi był jeden chłop silny, co się przedstawić nie chciał. Milczący, ale po oczach widać było: silny i porządny człowiek. Chwycił za nasiekaniec i cofać się nie zamierzał. Jeszcze niewiasta młoda z nimi była, ale ta bardziej niż łukiem swoim, dzieckiem dopiero co przygarniętym się zajmowała. I dobrze.

Już krok od nich były sapiące umarłosze. Już smród trupi dosięgał Słowian.

A czego właściwie się bać, przed czym ustępować? Umarłosze to postać po ludziach pozostała tak obrzydliwa, tak podła, że nie warto żyć, jeśli takie paskudztwa mają światem władać. Ale żyć się jednak chce. Więc trzeba bydlęta powybijać.

- Teraz! - krzyknął Krak i zaczęła się jatka.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później