Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Taś, taś, taś!

Co wyście sobie myśleli?! Że co? Że czterech bohaterów zaraz czterdziestkę rozgromi? Że jak półbogowie wielcy ci Słowianie? Że im moralna słuszność sił doda, że ich bogowie za wierność nieprzeniknioną tarcza osłonią? Nic z tych rzeczy!

Czterdziestka ruszyła na siódemkę Słowian. Czterej mężczyźni - oczywiście - stawali przeciw obcym twardo. Swoje Sasanka dołożyła, druga z niewiast dziecka chroniła, o siebie się zupełnie nie bojąc.

Trzask! Pierwszy z umarłoszy, który się odważył złym okiem Krakowi przeciwstawić, z rozoranym czołem się sturlał po zboczu. Ani zipnął, ani krzyknął. Siekiera Kraka jeszcze raz popracowała. Drugi napastnik z ostrzem w sercu także szczytu nie miał zobaczyć. Trzeci już uniknął ciosu widząc, jak sprawnie ten postawny mężczyzna włada bronią. Już zaskoczenia być nie mogło...

Jednego zabił Świetlik miecz w nim zatapiając, jednego chłop bezimienny, bez ceregieli kijem potwora w skroń waląc. I Stańczyk się bronić próbował, chociaż do walk nienawykły, i Sasanka nożem kroiła powietrze żywo.

Lecz to wszytko. Czterech potwornych nieludzi Słowianie zabili, ale trzydziestu sześciu wciąż dyszało żądzą zabijania. I już na nich nie było sposobu. I już się zbliżali.

I jaki inny los mógł spotkać garstkę? Tylko śmierć, bo kupą zawsze się nawet największych siłaczy obali. Są jednak takie rzeczy, które się podłym grzechom opierają. Na przykład grzechy jeszcze bardziej podłe.

- Taś, taś, taś! - odezwał się gdzieś z dołu ni z tego ni z owego słodki , niemal dziewczęcy głosik. Umarłosze natychmiast z poczwar w krwi rozochoconych w kocurki mruczące się zamienili. W dół z wolna się posuwali, jakby pijani, już się zupełnie za niedawnymi ofiarami nie oglądając.

- Taś, taś, taś! - rozległo się jeszcze raz z ust (co już widać było) ciemnowłosej, szczupłej i ładnej dość mieszczanki.

- Kto to? - zapytał Świetlik. - Kto nas wybawił?

- Wybawił? - Stańczyk, aż oczy otworzył. - To Sztuczka przecież, służka Ijanion. Nie dla wybawienia naszego ona się tu zjawiła.

- A po co?

- Nie wiem - Stańczyk wzruszył ramionami. - Pewnie po nasze dusze.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później