Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Wyjątkowi

Losem Słowian z Roli, czy jakichkolwiek dzikich przybyszów nikt się nie przejmował w tych stronach. Umrą ci, przybędą następni za mrzonkami goniący. Ale ci Słowianie na kopcu byli wyjątkowi. Dlatego się o nich zatroszczono i życie, na czas jakiś, darowano...

- Dzień dobry! - uśmiechnęła się Sztuczka, gdy już do nich bliżej podeszła, a umarłosze gdzieś w dole i morku się rozproszyli. Była ładna, o ciemnych, krótko ostrzyżonych włosach, szczupła i z jakimiś ognikami w oczach. Te ogniki były niepokojące. Zdradzały bystrość umysłu, ciekawość świata, ale też zimno jakieś. Chłód i bezwzględność od których się dreszcz po człowieku rozchodził.

- Dzień dobry! - odpowiedzieli Słowianie niepewnie. - Dziękujemy, że nas wybawiłaś z tej przygody...

- Nic takiego - Sztuczka machnęła ręką. Cały czas badawczo się im przyglądała. A uśmiechała się przy tym w taki sposób, jakby głodny na suty i pachnący obiad spoglądał. Słowianie znów zadrżeli. Co to jest, żeby się słabej niewiasty obawiać? Cisza jakaś niezręczna się zrobiła...

- Chodźcie! - Sztuczka nagle ocknęła się z zadumy. - Mam dla was czas, miejsce i propozycję! Chodźcie!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później