Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Sztuczka

Zwykła chata, gdzieś na podgrodziu, zwyczajnie zanurzona w mroku kończącej się, krótkiej letniej nocy. Aby Sztuczka mogła ze wsparcia Złego korzystać, w sojuszu z chłodem i ciemnością bezgwiezdnego czarnego nieba się na obcych rzucać, musiała się spieszyć, bo czerń zaraz świtowi miała ustąpić.

Zwykła, prosta chata, bo Sztuczka, choć wielką władzą się cieszyła nie nurzała się w pokusach najobrzydliwszych popędów ciała, jak jej posłuszni umarłosze. Ona wolała pokusy umysłu. W myślach je pycha i próżność się objawiały, dlatego w chacie nie było zbytków i świecidełek, za to całe półki zastawione zwojami, pisaniami i przedstawieniami. Aż nawet Sasanka, jako uzdrowicielka nawykła przecież do ksiąg usta otworzyła z wrażenia.

- Piękny masz tu księgozbiór - powiedziała towarzyszka Świetlika.

- Dziękuję - skłoniła się gospodyni Sztuczka. - Miło, ze potrafisz to docenić.

W tym podziękowaniu nie było serdeczności, tylko chłód jakiś i... zazdrość może? Zło w każdym razie. Sasanka czując tę niechęć, przysunęła się bliżej Świetlika, na co z kolei Sztuczka skrzywiła się mocno. Nic to.

- Oglądam was sobie od dawna - zaczęła w końcu Sztuczka rzeczowo. - Ciekawy z was zbiór niezwyczajnych stworzeń. Nie to co wszyscy tutaj. W naszej mieścinie wszystkich można na parę rodzajów podzielić.

- Na umarłosze i nieżywe? - buńczucznie wtrącił Krak.

- Nie tylko, jeszcze twoi zaślepcy, co się w czasie gońby wydzierają i zabijać gotowi, bo ktoś inny niż ich ulubieniec pierwszy dobiegł do końca - odgryzła się Sztuczka. - Jest parę rodzajów ludzi, dość zwyczajnie każdy z nich dla swego rodzaju się zachowuje, a tu proszę. Stańczyk, Krak, Sasanka i Świetlik. Każde jedyne w swoim rodzaju. Nie przypadek, żeście się spotkali, nie przypadek, żeście spotkali się w naszym mieście. I nie przypadek, że trafiliście na mnie.

- Czego chcesz od nas, Sztuczko?

- Czego? Stańczyk dobrze odgadł. Waszych Dusz.

Na szczęście już przedświt zburzył czarną rozciągłość nocy. Już nadzieja ze światłem przychodziła. Ale Sztuczki światło nie trwożyło. Przeciwnie. Potrafiła je do złych rzeczy zaprzęgnąć. To nowe.

- Dusz waszych pragnę! - wrzasnęła, a oczy jej zabłysły.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później