Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Żarty takie

Powinni się bać, ale się nie bali po tych słowach Sztuczki. Sasanka miała łkać z bojaźni wtulona w swego towarzysza, lecz zamiast tego siedziała bez słowa i mrugnięcia. Stańczyk powinien był drżeć, ale nie drżał, tylko ze zdziwienia usta otworzył. Krak i Świetlik, jak na mężczyzn przystało, mieli w sobie lęki dusić, lecz dusić nie mieli czego. Chyba, że złość co w nich wzbierała.

Dlaczego?

Nie raz już byli krok od śmierci, nie raz im cierpienie zaglądało do snów i niejednego z przyjaciół musieli martwego zostawić po drodze. Zawsze im wtedy strach o siebie i bliskich był sojusznikiem. Pomagał się ograniczać, gdy umysł zbyt wiele swawoli obmyślał, pomagał w garść się brać, gdy groźba jakaś czychała.

A tutaj?

Niewiasta urodziwa i wiotka, do bólu ludzka, do znudzenia rozsądna o duszach gada i dusz pożąda. Żarty jakieś! Kto by w coś tu wierzył, kto by się bał czegoś. Nikt tu w nic nie wierzy w tej mieścinie, co ją Ulewnicą nazywają. Albo mają wszystko poważaniu, niczego nie żądają od życia, byle nie cierpieć. Nieżywce. Albo pożądają bez żadnych oporów wszystkiego, z niczym i nikim się nie licząc. Umarłosze.

- Ha ha ha! - zaśmiali się w duchu towarzysze podróży.

- Ha ha ha! - zaśmiała się na ten błysk w ich oczach Sztuczka. - Mam was!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później