Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - Przybywamy w pokoju

Jan Sz. Szarucki


Serwer z Rosetty [1]

1. Kamień z Rosetty - zabytek piśmiennictwa staroegipskiego, którego odkrycie stało się przełomem na drodze do odczytania egipskich hieroglifów. Źródło: Wikipedia

2. "Za sto metrów zakręt w lewo. Trzymaj się lewej strony..."
Źródło: nawigacja samochodowa firmy Drochowski i S-ka


Studzienka była bardzo ciasna, a jej spękane ściany niebezpiecznie śliskie od wszechobecnej wilgoci. Powyginane pręty, które tworzyły coś na kształt drabiny, także nie budziły zaufania. Rozsądniej byłoby się tam nie pchać, ale detektor jednoznacznie wskazywał na więcej niż dobry trop. Matczak był wyjątkowo uparty i gdy raz uczepił się obiecującego śladu, nigdy nie odpuszczał. Krok za krokiem, schodził coraz niżej. Facetowi jego postury - miał prawie metr dziewięćdziesiąt i dobre sto dziesięć kilo - niełatwo było przeciskać się między poskręcanymi fragmentami konstrukcji szybu. To łokciem, to kolanem ciągle nadziewał się boleśnie na jakiś wystający element zbrojenia.


kanał

Lampa na hełmie niewiele pomagała. Gdy z wielkim trudem przechylał głowę w dół, żeby oświetlić tunel poniżej, widział właściwie tylko swoje nogi i pas z narzędziami, które zasłaniały niemal całą średnicę przejścia. Poruszał się więc prawie po omacku. Nieraz stopa ześliznęła mu się z mokrego szczebla i nieraz luźny kawałek cegły, na którym chciał się oprzeć spadał z hukiem. Odłamki leciały długo, roztrzaskując się ostatecznie na betonowej posadzce biegnącego dużo niżej chodnika. Matczak obawiał się, że w końcu sam spadnie, albo zaklinuje się gdzieś w wąskim gardle, ale mimo to schodził coraz głębiej. Cały Matczak.

- Grzesiek, jak? - zabrzmiał w słuchawkach głos Marty.

- Daję radę - odrzekł Matczak, jak zawsze po kozacku. - Musiały tędy iść jakieś ważne światłowody. Detektor wchodzi na czerwony zakres. Zejdę najniżej, jak się da.

- Grzesiek, nie szarżuj! Obiecałeś, pamiętasz?

- Pamiętam...

Zdarzały się zwężenia, w których ledwo mógł poruszyć rękami, a nawet takie, gdzie samo nabranie powietrza w płuca sprawiało, że się klinował. Wielu na jego miejscu już by spanikowało. "Zejdę tyle, na ile wystarczy linki, potem wracam" - pomyślał, lecz zaraz został nagrodzony za cały swój upór.

- Marta, jestem na dole! - krzyknął w mikrofon nadajnika, gdy tylko dotknął stopami dna szybu. - Tak jak myślałem. To dawne kanały. Prawie nienaruszone...

- Słabo cię już... - szum i trzaski zastąpiły dalsze słowa. Na dużej głębokości można było się tego spodziewać.

Zlustrował dokładnie oba kierunki przejścia. Zachodnia część kończyła się ślepą ścianą, więc całą uwagę skupił na przeciwnej stronie. Światło nie zatrzymało się na żadnym ciekawym szczególe, nie było też widać końca chodnika, więc ruszył przed siebie. Z każdym krokiem serce biło mu szybciej. Strzałka detektora zbliżała się już prawie do końca skali. Nic dziwnego. Na pewno od dziesięcioleci nikt tędy nie chodził, nie było więc komu pozacierać śladów. W miejscach, gdzie dawno temu ciągnęły się światłowody, linie danych aż krzyczały wtopione w ściany korytarza. Naprawdę musiała tu być jakaś ważna magistrala. Kto wie, może wreszcie... Serce zabiło jeszcze szybciej.

Przyspieszył kroku. Następne sto metrów prawie przebiegł, zwalniając czasem tylko po to, żeby sprawdzić stan detektora, którego wskazówka niezmiennie drgała w górnych rejestrach. Cała nadzieja i podniecenie skończyły się nagle, jak nagle - potężnym zawałem - kończył się chodnik. Nie do ruszenia bez ciężkiego sprzętu. Sprawdził ściany. Budzące nadzieję linie danych ginęły niedostępne gdzieś za rumowiskiem. Dziwne, że wcześniej chodnik prawie nienaruszony, a tutaj nagle taka katastrofa...

Grzegorz Matczak dobrze obejrzał sobie zawalisko. A jednak ktoś tutaj musiał przed nim być! Za dokładnie to wszystko zrobione. To nie był przypadkowy zawał. Ktoś wysadził chodnik, żeby ciekawscy zbyt wiele się nie dowiedzieli.

Szkoda, kolejne rozczarowanie, ale co robić? Matczak odznaczył tylko miejsce na mapie, był w połowie drogi między Politechniką a Filtrami, i wrócił do szybu. Teraz czekała go jeszcze mozolna droga w górę.

- ...siek! - zaszumiały milczące długi czas słuchawki. - Grzesiek! Słyszysz mnie? Wracaj już!

- Idę, idę!


następna strona słowiańskie dzieje później