Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - Przybywamy w pokoju

Jan Sz. Szarucki


Serwer z Rosetty [2]

Marta, grubo już spóźniona, wbiegła na teren New Model University of Warsaw. Oczywiście zaspała przez te głupie nocne eskapady, ale przecież nie mogła pozwolić, żeby ten idiota szedł sam... Nieważne! Dzisiaj nowy plan zajęć na semestr. Cholera, że też akurat dziś...

- Odnajdywanie siebie, uzewnętrznianie pragnień... - Marta przeskakiwała wzrokiem od wykładu do wykładu. - Horyzonty odmienności, modystyka i netykieta. Da się przeżyć. Tylko na dzień dobry ta cholerna archeomatyka. Szlag! - zaklęła głośno.

Archeomatyka to jeden z ostatnich przedmiotów na studiach, który wprawdzie pobieżnie, ale jednak dotykał matematyki. Na co komu ten przedpotopowy bełkot?! Dzięki inżynierii ewolucji napisano już wszystkie zaczyny algorytmów, jakie były potrzebne, a programy dalej doskonaliły się już same, w tempie dla programistów nieosiągalnym. Cała rola stylisty oprogramowania polegała na tym, żeby dobierać aplikacje do ludzi. Albo ludzi do programów...

Do auli weszła cicho, wykład trwał już w najlepsze. Natychmiast oczy zaświeciły jej się do Grześka, który w przednim rzędzie niemal spijał słowa z ust wykładowcy. Matczak ciągle jej powtarzał, że na uniwerku nie powinni za często rozmawiać, że to zwraca niepotrzebnie uwagę. Słuchała go, chociaż uważała, że zwyczajnie świruje. Usiadła gdzieś pod ścianą, w ostatniej ławce...

- W warstwie Warszawa VII datowanej na XX, XXI wiek, ciągle odkrywamy stare, niezakończone procesy. Nawet z lat siedemdziesiątych XX wieku! Spójrzcie choćby tutaj. - Profesor zogniskował projektor na niewielkim obszarze pamięci. - Wciąż intensywnie płynie tu zapętlony strumień danych. Charakterystyczny dla swoich czasów. Niezdarnie ciosany, pozlepiany z ledwo do siebie pasujących bloków kodu. Z mnóstwem łat na warstwie ochronnej, które zresztą i tak nie ustrzegły jądra przed licznymi intruzami. O proszę! - Wykładowca ożywił się nagle. - Spójrzcie na te zwyrodnienia bibliotek. To aż nadto jaskrawy efekt działania ówczesnych hakerów!


proces

- Co to za aplikacja? - ewidentnie dla wszystkich poza samym profesorem, Bartek Gruszka, znany na roku jajcarz, bezczelnie go podpuścił. Jak zawsze skutecznie.

- Pan zadaje pytania jak uczniak pierwszego roku! - Profesor wyraźnie się zdenerwował. - Jeśli liczy pan na uzyskanie licencji, to doprawdy nie wiem na jakiej podstawie! Jeszcze raz powtarzam: nikt takiej wiedzy nie ma! Zakamarki pamięci pełne są dogorywających szczątków dawnych systemów. Fragmenty te są jednak zbyt małe i zdeformowane, abyśmy mogli wyizolować kod źródłowy. Dokumentacje historyczne także niewiele tu wniosą, bo same są w strzępach. TCP/IP, Java, Fortran, Proxy... - Profesor wzruszył bezsilnie ramionami wymieniając te na wpół legendarne słowa. - Cały panteon ówczesnej informatyki. Znamy tylko nazwy i przeważnie nic ponadto. Marne szanse, że kiedyś uda nam się odsłonić tajemnice zapisane przy ich pomocy...

Profesor zadumał się patrząc w okno. Sterowniki urządzenia błyskawicznie dostosowały widok do jego nastroju, pozwalając mu zanurzyć się w melancholijnym krajobrazie nadmorskiej plaży. W końcu ocknął się i oderwał wzrok od bezkresnych fal. Spojrzał na nas i od razu wiedzieliśmy, że już dziś nie wróci do rzeczywistości.

- Naprawdę pomóc mogłaby tylko jedna rzecz. - Wykładowca był już całkowicie we władaniu swej obsesji. - Tak, mówię o świętym Graalu archeomatyki! O KOMPILATORZE! Najlepiej takim, który dałby nam wgląd we wszystkie pomieszane języki tamtych czasów...

Profesor mówił jak w transie, a Gruszka odbierał gratulacje. Wprawdzie trucie o Kompilatorze wszystkich śmiertelnie nudziło, ale przynajmniej ciężki przedmiot jakoś zleci bez groźby nieoczekiwanego kolokwium.

- ...ale nie łudźcie się - ciągnął profesor, choć prawie nikt nie słuchał. - Prawdopodobieństwo, że uda nam się go odnaleźć jest bliskie zeru....

Litościwy ping przerwał natchniony monolog wykładowcy. Koniec wykładu. Gdy się ocknął, ostatni ze studentów, rechocząc, opuszczali aulę. Profesor świadomy kolejnej porażki wylogował się z opuszczoną głową i ciężkim westchnięciem.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później