Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - Przybywamy w pokoju

Jan Sz. Szarucki


Serwer z Rosetty [3]

Długo po zajęciach, długo po obowiązkowym piwie w "Bratniaku" i wymianie plików z wykładów studenci rozchodzili się do domów. Marta i Grzesiek, jako prowincjusze gdzieś aż spod Grajewa i Szydłowca, do tego niespecjalnie hołubieni przez kadrę, nie mogli liczyć na akademik w centrum. Kawałek drogi...

- Uwaga. Komunikat transportowy - zabrzmiało w ich głowach. - Linia metra 1A od stacji Centrum do stacji Nowy Dwór Mazowiecki zamknięta do odwołania. Uruchomiona została komunikacja zastępcza wzdłuż trasy metra oraz na Pneumostradzie. Szczegółowy plan kursów i siatka połączeń w załączniku. Przepraszamy za utrudnienia.

- ...żesz szlag! - wściekł się Grzegorz.

- Już się tak nie ciskaj! - Marta, nawet jakby ucieszona, chwyciła go pod rękę. - Przejdziemy się na Stare Miasto, a potem zejdziemy do Wisły i złapiemy tego busa do Nowego Dworu. Przecież ładny wieczór jest!

Ładny?! Marcowa plucha, pogoda nie może się zdecydować, czy zasypać ich śniegiem, zalać deszczem, czy przewiać na wylot, a tej się zebrało na spacerowanie. Ciężko zrozumieć kobiety... No tak, ale ona miała wszystkie systemy powłączane...

Marta bardzo lubiła te wszystkie wyrafinowane wystawy Krakowskiego Przedmieścia. Dla tutejszych kupców pracowała sama elita stylistów oprogramowania: Linuksjano, Papa Pikselo, C.P.U. i Lady Binaria. Czy to eteryczny antykwariat, knajpka fusion, czy platynowy jubiler, wszystkie sklepiki sączyły w sensory osobistych systemów przechodniów najbardziej kuszące melodie. Nienachalne, ale diabelnie sugestywne.


krakowskie przedmiescie

Jeszcze większy podziw, zdaniem Marty, budziła wieloletnia praca ludzi z Ratusza. Programiści architektury zamienili dawną, brzydką Warszawę w cudeńko żywcem wyjęte z obrazów Canaletta. Nawet wieżowce od czasu do czasu widoczne w oddali przyciągały pięknem jednocześnie eleganckim i monumentalnym. I ludzie tu pięknie przystrojeni, i zła pogoda przytłumiona modnymi ubraniami z klimą. Piękna Warszawa! Tylko Grześ jakiś taki ponury...

- Nie rozumiem, dlaczego chodzisz z powyłączanymi systemami. Zimno, szaro, niebezpiecznie...

- Ale prawdziwie.

- I co z tego? Zbawisz kogoś tak się męcząc? To przez Profesora tak dziwaczysz! - Marta zdawała się niemal zazdrosna o guru archeomatyków.

- Nie gadaj głupot...

- Żal mi go - Marta, już spokojniejszym głosem pociągnęła temat wykładowcy. - Taki mądry człowiek, a coraz bardziej mu się wszystko przestawia. Ja ci powiem: to przez samotność. Jakby się wziął za siebie i znalazł kogoś, to by tak nie odjeżdżał.

- Daj już z tym spokój - Grzegorz irytował się, kiedy poruszała takie tematy. - Babskie gadanie. Będzie chciał to sobie znajdzie. Nie bój się. Wkurza się, bo ma rację, a wszyscy go olewają. Boją się, że ich tajniacy wpiszą na czarną listę.

- Tak, jak ciebie wpisali...

- No na pewno - odrzekł trzeźwo Matczak. - Ale mogą mi skoczyć...

System nagle przerwał ich rozmowę, wymuszając priorytet uwagi dla nadchodzącej wiadomości:

"Uwaga. Komunikat sieciowy Uniwersytetu.

Władze uczelni z przykrością informują, że odnotowano kolejny przypadek czynu niegodnego studenta. Wielokrotnie powtarzane stanowcze zakazy penetrowania stref zamkniętych, jako niebezpiecznych dla zdrowia fizycznego, psychicznego oraz dla międzyludzkiej harmonii zostały znów pogwałcone. Winni, to należy podkreślić z całą stanowczością, zostaną odnalezieni i odpowiednio potraktowani. Dla swego własnego dobra. Wszystkim zaś studentom oraz wykładowcom należy się wyraźne przypomnienie: opuszczanie przestrzeni socjalnej jest skrajnie nieodpowiedzialne. Nie po to państwo inwestuje w ochronne pola magnetyczne, psychiczne bezpieczniki, nawigację życiową i całą gamę innych udogodnień, żeby nieodpowiedzialne jednostki w imię szarlatańskich eksperymentów inspirowanych przez dysydenckich uczonych zaniżały statystki szczęścia ogólnego i przeżywalności!

Autoryzowano: Prorektor ds. Wolności i Poprawności."

- Che, che, che! - Matczakowi wreszcie poprawił się humor. - Krzyczą głośno, więc nic na nas nie mają...




Raport dot. figurantów o kryptonimach: Profesor, Zakochana i Tropiciel. Sporządzony na zlecenie Agencji Bezpieczeństwa Stołecznego.

Zgodnie z wytycznymi kontynuowana jest akcja inwigilacji wyżej wymienionych. Profesor, który wydaje się być nieświadomym inspiratorem wszelkich izolowanych działań przeciw przestrzeni społecznej jest poddawany regularnym kontrolom. Na prowokacje reaguje gwałtownie i emocjonalnie, nie wykazując przy tym woli konkretnych działań. Jego wypowiedzi noszą cechy coraz głębszego oderwania od rzeczywistości. Figurant Profesor wydaje się być całkowicie niegroźny dla porządku publicznego, a jego wypowiedzi są nawet propagandowo pożądane, ponieważ skutecznie ośmieszają ewentualne działania destabilizujące przestrzeń społeczną. Sugeruje się kontynuowanie wobec figuranta dotychczasowych, standardowych działań.

Figurantka Zakochana wciąż zdaje się nie uświadamiać swojego afektu wobec figuranta Tropiciela. Jej działania, motywowane rozpoznanym stanem, mają na celu - w mniemaniu figurantki - chronić Tropiciela przed jego własnymi, niebezpiecznymi pomysłami. Należy zauważyć, że osobisty stosunek figurantki do postawy społecznej Tropiciela jest krytyczny, co w przyszłości sugeruje się wykorzystać przy ewentualnym werbowaniu figurantki do niejawnej współpracy.

Figurant Tropiciel jest osobowością skrytą, stroniącą od rozległych kontaktów towarzyskich oraz irracjonalnie niechętną dobrodziejstwom systemu. Ma świadomość, że jest przedmiotem obserwacji. W dążeniu do realizacji celów jest konsekwentny, chociaż inteligencja poniżej poziomu "wybitny jeden" prawdopodobnie nie pozwoli mu na realne zagrożenie porządkowi publicznemu. Jego poszukiwania nie wymykają się jak dotąd poza obszary przygotowane na potrzeby dzikich penetracji. Nie mniej, ze względu na upór i utrudniony wpływ na obserwowanego, sugeruje się stosować wobec Tropiciela wzmożone środki bezpieczeństwa.

TW Jabłko




- Mają, albo nie mają... - Marta wytknęła Grzegorzowi zbytnią pewność siebie. Zeszli do Pneumostrady, gdzie już czekał zastępczy bus do Nowego Dworu. Przed północą byli w swoich akademikach.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później