Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - Przybywamy w pokoju

Jan Sz. Szarucki


Serwer z Rosetty [6]

Takiej imprezy "Młyn" dawno nie widział, to trzeba było Bartkowi przyznać. Nawet jego licznie przybyła brać ze Śródmieścia i z Mokotowa była pod wrażeniem. I Marta wreszcie przyszła, i Grzegorz dał się w końcu namówić. Niełatwo było im się odnaleźć w rozbawionym tłumie.

Marta przeciskała się przez grupę emolasek, które każdą ze swych prawdziwych czy wydumanych cech osobowości wzmacniały lanserskimi skryptami i wystawiały na publiczny widok. Czego to one nie doświadczyły, ile razy się nie cięły...


emo słowianki

Po drugiej stronie balangi Grzegorz z trudem wymijał nie zwracających na nikogo uwagi kolesi. Gadżeciarze instalowali tyle nakładek na system, że ich kontakt z rzeczywistością spadał poniżej dziesięciu procent. Ci byli już gotowi do dorosłego życia...

Świetnie bawili się wszyscy, nie tylko imprezowi ekstremiści. Kto mógł wkręcał się w najpopularniejsze gry. Pościągane z sieci najnowsze i najwyżej oceniane formaty towarzyskie wciągały coraz mocniej. Nieliczni, w ramach gry "Sens życia", roztrząsali kluczowe problemy świata. Nie musieli się przy tym specjalnie męczyć samodzielnym myśleniem, bo w zasięgu mieli Wikipedię, a w niej kopalnię poglądów Platona, Kartezjusza czy Poppera. Wystarczyło się wcielić i płynąć... To był jednak tylko margines. Większość wolała bardziej przyziemne formaty: symulator konwersacyjny "Jak ona się roztyje", albo program do kolorowania "Tak się wtedy uchlałem".

- Zatańczymy? - nieoczekiwanie sam dla siebie zaproponował Matczak, gdy już wpadli na siebie z Martą.

- Nie ma czasu. Już jesteśmy spóźnieni. - Nieprawda. Czasu mieli sporo, ale Marta nie miała ochoty tańczyć teraz z Grzegorzem. Rozumiała, że zaproponował to, bo nie wiedział, co innego mógłby zrobić w tej sytuacji. A jej się marzyło... - Idziemy, spotkamy się na miejscu.

Do drzwi trzeba się było jeszcze przepychać między rozszalałymi w tańcu gwiazdami popularnego formatu, ale Marcie w końcu jakoś udało się wydostać.

- Co się tak wymykasz, jak Kopciuszek? - zaskoczył ją Bartek tuż przed wyjściem. Jego piwne oczy już mocno błyszczały, ale głos miał trzeźwy. I wyjątkowo pociągający.

- Co? - odwróciła się zmieszana.- Muszę lecieć, mam rano poprawkę... - Mimowolnie potarła dłonią nos, co nie dodało jej odpowiedzi wiarygodności.

- Jak chcesz - uśmiechnął się Bartek i jeszcze przez chwilę odprowadzał ją wzrokiem. Potem, jako gospodarz, wrócił z mocnym postanowieniem rozkręcenia imprezy do niespotykanego wcześniej poziomu. Niech wiedzą, kto rządzi!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później