Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - Przybywamy w pokoju

Jan Sz. Szarucki


Serwer z Rosetty [8]

- Elektrownia odnawialna Dębe! Tu patrol Wodniczka 2. Proszę otworzyć śluzę! - zażądał profesor ostrym tonem. Wyśmienicie grał rolę nawiedzonego przyrodnika. Jakby naprawdę wierzył w Erę Wodnika, powrót do natury, Świętą Matkę Gaję i w ogóle wszystkie dogmaty ekologów.

- Śluza otwarta - odezwał się po chwili głos z elektrowni. Nikt tam, w sterowni nie zamierzał dyskutować z Ekostrażą. Po co komu kłopoty?

Łódź gładko przeszła przez stopień wodny, a potem pod mostem samej elektrowni. Dalej już bez przeszkód popłynęli w górę rzeki, mijając skromne gospodarstwa i kilka razy inne patrole. Straż miała pełne ręce roboty. Pilnowała nie tylko spokoju rzadkich gatunków ptaków, ale też stylu życia mieszkańców. Czy oddają zakontraktowane zbiory do stolicy? Czy aby któryś nie pali w piecu plastikowymi butelkami, albo czy prawidłowo segreguje odpady? Tutejsi już nauczyli się słuchać zaleceń ekologów. Tak było rozsądniej.

- Za chwilę miniemy Zegrze, czujecie? - zagadnął profesor.

- Tak.

- Pamiętajcie, żeby logować się anonimowo!

Zegrze to spora miejscowość, więc znów w tle pojawił się, z początku niewielki, szum informacyjny Sieci. Najpierw podstawowe systemy infrastruktury i bezpieczeństwa, jeden po drugim, lokalizowały ich i zapraszały do połączenia. Logowanie było rzecz jasna obowiązkowe. Kolejne warstwy: bankowa, społecznościowa i rozrywkowa były wprawdzie opcjonalne, ale łatwiej się do nich włączyć, niż przedzierać przez kolejne "Czy na pewno chcesz wyłączyć...". Poza tym kto wie, jakie były powiązania biznesowe między operatorami tych systemów? Jednego dnia rezygnujesz z codziennego biuletynu zakupowego, a następnego wyrzucają ci dziecko z cyberszkoły, bo oba biznesy działają w jednym hubie.

- Nie sądzi pan, profesorze, że anonimowe logowanie tylko pogorszy sprawę?

- Na dłuższą metę być może, ale dziś raczej nie. Tutaj wiele par loguje się anonimowo. Nie będą przecież sprawdzać wszystkich kochanków, którzy urwali się z miasta podokazywać nad Zalewem Zegrzyńskim. Jak choćby wy...

- My nie... - zaczerwieniła się Marta.

- ... ale tak to wygląda dla Systemu. I o to chodzi!

- A pan? - Matczak postanowił zmienić temat.

- Ja? - profesor znów się zaśmiał. - Ja śpię spokojnie w swoim mieszkaniu, nie pamiętasz? Tutaj rozpoznają mnie jako starszego Ekopatrolu. I to nie jest moja jedyna osobowość w Sieci.

Ho, ho! Fikcyjna osobowość! Za coś takiego usuwali ważniejszych, niż profesor. Obraz oderwanego od rzeczywistości uczonego, jakiego Grzegorz Matczak znał, dawno już się rozmył. Człowiek, który siedział teraz obok niego wydawał się zupełnie obcy. Niemal przerażający. Nikt nie może oszukiwać wszystkich wokół przez całe życie. Choćby dla największej sprawy. Kto by wytrzymał takie napięcie i taką samotność nie wariując?!

- Właściwie dokąd nas pan chce wywieźć? - zapytała ciągle zła za rysę na reputacji Marta. - Do Łomży?!

- Nie - zaśmiał się uczony. - Tutaj skręcamy.

Motorówka w odpowiedzi na zdecydowany ruch profesora przecięła główny nurt rzeki, zagłębiając się w szeroko rozlewające się wody Zalewu Zegrzyńskiego. Uczony, zaskakująco sprawnie prowadząc łódź, skierował ją na południe. Zwolnił dopiero, gdy brzeg i światła Nieporętu były już dobrze widoczne.

- Kanał Żerański! Sprytne!

Profesor w podziękowaniu za komplement ukłonił się lekko. Kanał Żerański to rzeczywiście był świetny pomysł. Po pierwsze: jeśli już koniecznie po wodzie, to do Warszawy było tędy znacznie szybciej, niż zatłoczoną pneumostradą Wisły. Po drugie: o wiele mniej tu było czujników, a agentów prawie wcale. To mało uczęszczany szlak, dający więcej szans na zachowanie anonimowości. Może zdążą dotrzeć do centrum miasta, zanim zostaną rozszyfrowani.

Już blisko. Widać było elektrociepłownię Żerań, przywróconą do życia, gdy ekolodzy wymusili rezygnację z atomu, gazu łupkowego i zimnej fuzji. Za hałdami węgla, którym karmiła się elektrociepłownia już majaczyła lewobrzeżna Warszawa. Błyszczała milionami świateł. Tymi prawdziwymi i tymi emulowanymi przez System.

Nawet z dużej odległości łatwo było rozpoznać dominujące nad miastem dwie wieże Pałacu Kultury. Niższa, pozostawiona w niezmienionym, surowym stylu wieża SocReal, rozjaśniona była tylko dyskretnym światłem tradycyjnych reflektorów. Za to wyższa i nowocześniejsza - SocVirtual - płonęła najwymyślniejszymi, fraktalnymi wzorami barw i kształtów. W dole, wokół nich rozpościerało się wielkie miasto, tętniące po równo realnym i wirtualnym życiem. A gdzieś pod miastem, jak miał nadzieję profesor i jak marzyło się Matczakowi, był klucz pozwalający odróżnić jedno od drugiego.

- Jak pan chce się przedostać na drugi brzeg? - zapytała Marta, gdy już wpłynęli na teren elektrociepłowni i zatłoczona Wisła znalazła się w zasięgu wzroku.

- Dlaczego wszyscy, zawsze patrzą na lewy brzeg? - odparł profesor, podpływając na jałowym biegu do nabrzeża. - Że taki błyszczący i migający? Na Pradze spokojniej, a to lepiej, gdy się czegoś szuka.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później