Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - Przybywamy w pokoju

Jan Sz. Szarucki


Serwer z Rosetty [19]

Ściśle tajne. Psychofizyczny zapis konfrontacji w ramach postępowania wewnętrznego ABS, dot. sprawy "Żerań". Fragmenty.

Obecni:

generał A. Rolnicki - głównodowodzący ABS

pułkownik W. Socha - dowódca Wydziału Infrastruktury ABS

pułkownik D. Radłoń - dowódca Wydziału Bezpieczeństwa Danych ABS

X1 - kluczowy świadek zdarzeń, dane osobowe utajniono

X2 - kluczowy świadek zdarzeń, dane osobowe utajniono

 

- ...potem, co się stało potem! - generał Rolnicki osobiście przesłuchiwał świadka. Ani grzecznie ani spokojnie. Był wściekły, jak nigdy dotąd. Nikt nie śmiał mu przerywać ani domagać się przestrzegania procedur i dobrych obyczajów. O zbyt wielką stawkę chodziło.

- Obiekt Tropiciel wszedł na najniższy poziom. Tam, gdzie - jak przypuszczałem - znajdowało się Jądro Systemu.

- Skoro pan o tym wiedział, dlaczego pan na to pozwolił? To się ociera o zdradę stanu!

- Miałem wzajemnie sprzeczne wytyczne! - bronił się mocno już spocony X1. - Z jednej strony ogólnikowe rozkazy o obronie Systemu za wszelką cenę, a z drugiej... całkiem konkretne polecenie, aby maksymalnie wykorzystać sytuację i zdobyć jak najwięcej informacji o infrastrukturze Żerania dla Wydziału Bezpieczeństwa Danych. Pułkownik Radłoń wielokrotnie uczulał mnie na brak możliwości porozumienia z Wydziałem Infrastruktury i konieczność wzbogacenia naszych informacji o wiedzę operacyjną z ich obszaru!

Pułkownik Radłoń przełknął ślinę. Wiedział, że jego kariera wisiała na włosku.

- Tą sprawą zajmę się osobiście w odrębnym postępowaniu! - wysyczał głównodowodzący ABS, nawet nie spoglądając na podwładnych. - Proszę kontynuować. Co było dalej?

- Z opisu Tropiciela wynikało, że w istocie odnalazł Jądro Systemu. Zrozumiałem, że już nie ma na co czekać i podjąłem odpowiednie kroki, ale...

- Tak, wiemy, w jakim stanie pana znaleziono, profesorze. Mam nadzieje, że z głową już w porządku?

- Dziękuję, dochodzę do siebie.

- To dobrze, chociaż cieszyć się nie ma powodu. Swoim niezdecydowaniem naraził pan cały System! Gdyby to tylko ode mnie zależało, poniósłby pan surowe konsekwencje, ale na swoje szczęście ma pan silne poparcie Ekostraży. Już zresztą z nimi uzgodniłem dalsze kroki. Pozostanie pan na Uniwersytecie i dalej będzie pan pełnił rolę wabia dla oszołomów w rodzaju Matczaka. Będzie pan dalej udawał szalonego archeomatyka i snuł bajki o kompilatorze.

- ...ale kompilator naprawdę...

- Wiemy! Zostały podjęte odpowiednie kroki. Pana zobowiązuje się do najściślejszej tajemnicy w tej sprawie. I o nie interesowanie się nią nigdy więcej. W zamian ABS nie będzie panu przeszkadzać w szukaniu tego pańskiego świętego Graala...

- Proszę sobie nie kpić! Równowaga ekologiczna to nie powód do żartów. Od niej zależy los nas wszystkich!

- Spokój! - usadził profesora generał. - Proszę nie zapominać gdzie się pan znajduje!

- Przepraszam - skulił się uczony. - Oczywiście dalej będę lojalnie służył ABS. Uważam to za swój obywatelski obowiązek. Przynajmniej do czasu, aż HomoNatura 2000 obejmie cały kraj. Wtedy nie będzie potrzeby...

- Wystarczy tego! - zarządził Rolnicki. Nie miał zamiaru słuchać kolejnego ekologicznego kazania. Szkoda, że ten stary świr ma takie mocne plecy. Inaczej by się z nim rozmawiało... - X1, natychmiast wylogować się!

- Tak jest, generale! - odpowiedział archeomatyk i usunął się z wizji.

Oczy wszystkich oficerów zwróciły się teraz na drugiego świadka. X2 czekała znacznie gorsza przeprawa.

- Tak... - Rolnicki po dłuższej chwili milczenia ostrożnie rozpoczął przesłuchanie drugiego świadka. - Pani także się nie popisała...

- Proszę wybaczyć generale - zaprotestowała Marta. - Ale w fizycznej konfrontacji z mężczyzną nigdy nie będę miała szans i nie można mnie za to winić!

- Skoro była pani świadoma tej słabości, nie należało doprowadzać do takiej sytuacji!

- Raporty sporządzałam regulaminowo.

- Pani raporty trafiały do pułkownika Sochy i zdaje się do nikogo więcej! - generał nagle podniósł głos. Tym razem to szef Wydziału Infrastruktury poczuł, że jego czas na stanowisku się kończy.

- Taki miałam rozkaz!

- Tylko rozkaz? - generał uśmiechnął się nieprzyjemnie. - Proszę się dobrze zastanowić. Kazałem dokładnie panią prześwietlić. Tylko prawda może w tej chwili panią uratować! Czy darzyła pani pułkownika Sochę uczuciem?

- Od pierwszego spotkania... - odpowiedziała Marta prawie szepcząc. - Zrobiłabym wszystko, o co by poprosił.

- A Grzegorz Matczak?

- Zgodnie z rozkazem uwodziłam go tylko! Nic osobistego...

- A Pan Gruszka!

- Przystojny...- dziewczyna zagryzła wargi. - Ale z nim także podjęłam tylko grę operacyjną!

- A Profesor?!

- Sympatyczny...

- Rozbraja mnie pani - generał załamał ręce. - Z taką stabilnością emocjonalną nie powinno pani w ogóle być w Służbie!

- Proszę... - Marta wykrzywiła usta, ale generał stanowczym gestem kazał jej przestać.

- Na uniwersytecie jest pani spalona. To jasne, ale szkoda zmarnować taki talent. Dostanie pani przeniesienie do ekspozytury nowego Wydziału Ekoterroryzmu w Łomży. Będzie pani robić to, co umie pani najlepiej. Zakocha się pani w przywódcy Ekostraży. Po tym wszystkim mam podstawy sądzić, że fanatyczni przyrodnicy są w tej chwili największym zagrożeniem dla Systemu. Zrozumiano?

- Tak jest! - odrzekła posłusznie Marta. Pozornie wydawała się zdruzgotana przesłuchaniem, ale na dnie jej oka coś błyszczało ledwie dostrzegalnie. Podobno przywódca Ekostraży to charyzmatyczny, silny człowiek...

- X2, natychmiastowy logout!

- Tak jest! - wykonała rozkaz Marta.

- A do was, wybitni panowie pułkownicy, mam jeszcze jedno pytanie - generał zmierzył podwładnych nienawistnym spojrzeniem. - Wytłumaczcie mi, jak to możliwe, że dwóch różnych TW zarejestrowano pod jednym pseudonimem?!

Obaj, zupełnie nie po oficersku, spuścili wstydliwie głowy.

Zażenowany pułkownik Radłoń przypomniał sobie chwilę, gdy osobiście rejestrował Profesora. Uczony był jeszcze chyba przed habilitacją i nie zdążył porzucić fascynacji komputerami na rzecz szaleńczego umiłowania przyrody. Archeomatyk trzymał wtedy na kolanach drogocenny, starożytny artefakt: stary komputer - laptop, jak go nazywał - z narysowanym dużym nadgryzionym jabłkiem na wieku. Pułkownik nigdy nie miał głowy do wymyślania oryginalnych pseudonimów...

... W tym samym czasie pułkownik Socha przywołał obraz początków współpracy z Zakochaną. Tą pucułowatą licealistką, o gładkich i delikatnych policzkach przypominających dojrzewającą antonówkę. Ani specjalnie ładna ani zgrabna, ale miała coś w sobie. Aż by się chciało skosztować, aż by się chciało zgrzeszyć...

Obaj pułkownicy zupełnie poważnie zastanawiali się, czy nie palnąć sobie w łeb. Nic nie usprawiedliwiało ich niekompetencji i partykularyzmu.

- ...i jeszcze TW opisujący w raportach samych siebie dla zmylenia konkurencji wewnątrz Służby. To jest patologia bez precedensu! Jak to jest panowie oficerowie? - grzmiał generał.- Czy ktoś panuje jeszcze nad tym burdelem?!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później