Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - Przybywamy w pokoju

Jan Sz. Szarucki


Serwer z Rosetty [20]

"Taka burza elektromagnetyczna zdarza się raz na sto lat!" - od rana krzyczały czerwone paski infoserwisów. - "Wiatr słoneczny niesie największe zniszczenia od czasów Bombardowania!" - donosiły brukowce. Większość systemów nie działała, albo mocno szwankowała. Nie kursowało metro, stanęły agencje telepracy i zamilkły gwarne zwykle wirtualne pasaże. Dużo czasu minie, nim wszystko uda się przywrócić do normy. Holowizyjni eksperci, za pomocą najbardziej sugestywnych infografik tłumaczyli mechanizm tej mega awarii odbiorcom, a oni, chyba w podzięce za nieoczekiwane wolne, wierzyli prezenterom bez zastrzeżeń. Gdzieś wśród szarych pasków drugorzędnych wiadomości migały informacje o zaskakujących, tajemniczych dymisjach w ABS oraz o niespodziewanej militaryzacji Żerania.

Grzegorz i Bartek wiedzieli, że są pilnie śledzeni, ale nic sobie z tego nie robili, bo też i Służba nie mogła im już bardzo zaszkodzić. Siedzieli popijając "Królewskie" w jednej z licznych knajp Starówki. Dzień był wyjątkowo ciepły i słoneczny, a ulice pełne cieszących się nadprogramowym urlopem rodzin z dziećmi, obejmujących się par i rozbawionych studentów. Matczak i Gruszka mieli sobie wiele do wyjaśnienia, ale - jak wszystkim wokół - nie spieszyło im się zbytnio.

- Skąd wiedziałeś, że jest tam inne wyjście? - zagadnął w końcu Grzegorz.

- Z osobistych plików dyżurnego - zaśmiał się Bartek Gruszka. - Nie tylko CV trzymał w otwartych plikach. Ten stary erotoman sprowadzał sobie sponsoretki i wszystko co z nimi wyrabiał opisywał na blogu. Wprowadzał je właśnie tym sekretnym przejściem.

- No tak - Grzegorz śmiejąc się pokiwał głową. - To by tłumaczyło, dlaczego nikt nas nie gonił. Dryl miał pod kontrolą cały system bezpieczeństwa na Żeraniu, więc wiedział, którędy przeprowadzać laski, żeby nikt ich nie zauważył.

Kolejny łyk chłodnego piwa i jeszcze dym "Radomskiego" bez filtra wypełniający przyjemnie płuca. Nie mieli dokąd się spieszyć ani czym martwić. Ze studiów oczywiście wylecieli, ale na tym się skończyło.

Jeśli nie liczyć tajniaków śledzących każdy ich krok.

- To może byś w końcu mi wytłumaczył, co ty tam robiłeś? - Grzegorz rozpoczął trudniejszy wątek. - Skoro nie jesteś ze Służby, to o co ci chodziło?

- O Martę - odrzekł prosto z mostu Bartek. - Przynajmniej na początku.

- Gruszka, nie wciskaj mi..! - skrzywił się Grzegorz. - To za tobą panny latały, a nie ty za pannami. Mogłeś mieć każdą!

- A chciałem tą... - Bartek zacisnął zęby. - I w żaden sposób nie mogłem jej dostać! Wyglądało, że ona leci na ciebie, a ty niczego nie zauważasz, tylko biegasz po kanałach. Głupio myślałem, że w końcu się podda i wtedy będzie szansa dla mnie. Przeniesienie ze Śródmieścia do Nowego Dworu to nie był problem.

- Ostro cię wzięło...

- Ostro - przyznał uczciwie Gruszka. - Jak nigdy wcześniej. I już, mam nadzieję, nigdy więcej. Jeszcze zanim zmieniłem akademik śledziłem was wieczorami. Nawet nad Narew za wami chodziłem. Mocno zdziwiłem się, gdy zobaczyłem z kim i po co się tam spotykacie. Wtedy w zachowaniu Marty coś mi przestało pasować...

- ...Miała coś w sobie...

- Miała. - Gruszka upił łyk piwa i pomilczał chwilę. - Też szukała swojego Graala. Taka inteligentna kobieta, a patrz: miłość z Harlekina jej się marzyła! Nieważne z kim i za jaką cenę, byle był księciem z bajki!

- ...Marta...

- Na szczęście mamy to już za sobą! - Bartek wyrwał się z zamyślenia.

- Obaj! - Grzegorz Matczak opróżnił szklankę. Rozejrzał się za kelnerką. Uśmiechnął się, a ona odpowiedziała mu tym samym. Jeszcze dwa "Królewskie".

- Nie powiedziałeś wszystkiego - głos Grzegorza znów przerwał ciszę. - Skoro już nie z powodu Marty, to dlaczego śledziłeś nas aż do Żerania? I właściwie w jaki sposób?

- Któregoś razu byłem na miejscu wcześniej od was. Dużo wcześniej. Kawałek dalej usłyszałem podpływającą do brzegu łódź. Duża była! Zresztą dzięki temu łatwo mi było potem się w niej ukryć. To była wasza Wodniczka 2. Podkradłem się bliżej. Profesor i jeszcze dwóch ludzi z Ekostraży o czymś rozmawiali. Podsłuchałem ich i ciarki mi przeszły po plechach. To jednak są fanatycy. Wiesz, że kazali profesorowi zabić ciebie i Martę, gdyby coś poszło nie po ich myśli?! Żaba dla nich więcej warta, niż życie człowieka!

- To znaczy, że kiedy wychodziłem ze studzienki...

- Gdybym nie zdążył obezwładnić Marty i dopaść profesora już byś pewnie nie żył!

- Ale dlaczego?!

- Ekostraż uważa, ze System się wali. Sam zresztą najlepiej wiesz na czym się opiera. Tyle, że oni nie chcą go naprawiać, tylko wyzyskać, ile się da przed katastrofą. Nie chcą zmieniać biegu wypadków! Kiedy wszystko ostatecznie padnie, to oni przejmą władzę i wszystkich nas zamienią w ekopachołków! Tak myślą ci psychole! Nie mogłem pozwolić przecież, żeby cię...

- Uratowałeś mi życie! - Z wolna dotarło do Grzegorza. - Masz u mnie piwo!

- Myślę, że niejedno! - zaśmiał się Gruszka. - A co z twoim Graalem? Nie pochwaliłeś się...

- Znalazłem! - na chwilę oczy Grzegorza zaświeciły się mocniej. - Znalazłem i udało mi się to uruchomić! I zrozumieć! Teraz już nie ma takiego systemu, nad którym bym nie mógł zapanować ani takiego hasła, którego nie potrafiłbym podejrzeć "od spodu". Wiem, kto stoi za wszystkimi gwiazdkami holowizji, wiem, kto sponsoruje ministrów, kto ma udziały w koncernach. Znam całą historię Systemu i wiem, jak wyglądał świat przed nim. Potrafię odróżnić to, co wirtualne od materii!

- Więc jakim cudem jeszcze żyjesz? Służba nie pozwoliłaby, żeby taka władza...

- Pomyślałem o tym. Niewielu ludzi wie, na czym opierają się wszystkie wyrafinowane wątki systemu. Mało kto widział te starożytne i prymitywne Odry i Mazovie. Ty, ja, Drylowie, kilka osób ze Służby. Gdyby ta wiedza dostała się do mediów, już to samo by wystarczyło, żeby pod ciężarem paniki System się zawalił. Dlatego pierwszą myślą Służby jest zabić każdego, kto mógłby te tajemnice zdradzić. Ale ja się zabezpieczyłem.

- Jak?

- Bardzo prosto. Cała sieć pełna jest skryptów, które na tę okazję stworzyłem. Ich liczniki nieustannie odmierzają czas do uruchomienia. Dopóki chcę, dopóki żyję wysyłam do nich sygnały, które te liczniki zerują. Jeśli coś mi się stanie, skrypty zaleją wiedzą o Systemie cały świat. Nic nie mogą mi zrobić. I przy okazji: tobie też. Na wszelki wypadek dałem im to do zrozumienia.

- Następne ja stawiam! - wtrącił Gruszka świadomy, że też mogło się dla niego różnie skończyć, gdyby nie Matczak.

- Nie ma sprawy.

- Słuchaj! - nagle olśniło Gruszkę. - Ale przecież masz teraz cały świat w garści, mógłbyś zostać królem, dyktatorem, właściwie kimś w rodzaju boga nawet. Możesz wszystko!

- Kuszące, prawda? Ale nie będę niczego robił pochopnie. Duża władza, to dużą odpowiedzialność. Na razie...

Dzień niepostrzeżenie upłynął zamieniając się w wieczór. Wciąż było ciepło, spokojnie i gwarno. Nie było już wiele do wyjaśnienia, do zrobienia, a i pić dalej nie było potrzeby. Taki rodzaj wolności, który czasem każdemu się przytrafia. Trzeba tę wolność umieć mądrze wykorzystać.

- Popatrz! - Bartek wskazał dziewczyny wsłuchujące się w słowa superstarej piosenki kultowych Świetlików. - Ich dwie i nas dwóch. Dosiądźmy się do nich.

- Dosiądźmy się.

KONIEC


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później