Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - Przybywamy w pokoju

Jan Sz. Szarucki


Oczko lewe, oczko prawe [1]

Zasłyszane 1

- Nie no stary, poważnie! - powiedział ubrany w świetnie skrojony garnitur młody, dynamiczny prawnik. - Na cholerę mi historia? Na co mi to w życiu potrzebne?

- Na nic, pewnie że na nic - zgodził się jego kolega, cały czas bawiący się bezwiednie smartfonem. - Uczą tych pierdół, zamiast zająć się czymś pożytecznym.

Zasłyszane 2

- ...a co ty mi tu opowiadasz o jakichś komunistach, Piłsudskim, Krzyżakach, mamutach i co tam jeszcze! Teraz inne czasy są. Wszystko się zmieniło! Europa gościu, zauważyłeś? W Unii jesteśmy!

Zasłyszane 3

- ...z historii można wyizolować wątki: dzieje poszczególnych narodów, miejsc albo ludzi - przy piwnym stoliku bełkotał niedoszły doktorant. - Takie jakbys kolorowe nici wyciągnięte z całości. Jak się dobrze tym niciom przyjrzysz i zrozumiesz gdzie i jak powplatane, wtedy będziesz mógł je chwycić i całym światem poruszać jak marionetką!

Zasłyszane 4

- ...patrz, jak Sławce ładnie z włóczką idzie! - zachwycała się przewodnicząca Koła Gospodyń. - Jeszcze nie widziałam, żeby nić przerwała, albo oczko zgubiła.


bydło! bydło! bydło!

Obraz Pierwszy

Mniej więcej szósty wiek. Słowianie od pewnego czasu posuwają się na zachód. Ruszyli z bagien i ostępów, gdzieś pod Kijowem, gdzieś nad Prypecią, szukając lepszego życia, aż się do nich przyczepili Awarowie, zwani po słowiańsku Obrami. A może Awarowie gnali Słowian przed sobą jako niewolników od samego początku wędrówki? Tego się już pewnie nie dowiemy...

Ani to pierwsze ani ostatnie jarzmo w dziejach Słowian, chociaż pierwsze zapamiętane przez historię. Ważne, że zrzucone i jeszcze ważniejsze: nie wszyscy Słowianie go zaznali!

 

- Aha! - wrzasnął pierwszy z najeźdźców, rozogniony widokiem jasnowłosej zdobyczy. Zaświecił zębami, a ręce rozłożył szeroko, parodiując gorące powitanie.

- Aha! - Pojawili się zaraz następni, potężnie zbudowani mężczyźni. Iskry strachu w oczach ofiary rozpaliły ich wszystkich.

Na wpół zagrzebana w ziemi chata zagotowała się, gdy zgraja Obrów wpadła do środka. Zduszone wrzątkiem z rozbitej misy palenisko wybuchło sykiem i parą. Obcy, dysząc z żądzy, dopadli wciśniętej w kąt dziewczyny i rzucili jej zesztywniałe z przerażenia ciało na barłóg.

Jeszcze odzierana z szat milczała, zaciskając zęby. Dopiero dłuższy czas dręczona dotykiem zaślinionych ust zdołała przeraźliwie krzyknąć. Co jednak wołanie pomoże?

Matka na próżno błagała o litość dla niej, a trzej przygnieceni do podłogi bracia, obficie okładani ciosami potężnych buław wyli z bezsilnej wściekłości.

Nie trwało to krótko, lecz w końcu Obrzy nasycili się dziewczyną. Pozwolili jej, opatulonej szmatami, skulić się w kącie.

Dostała chwilę, żeby w pełni ogarnąć co się stało. Moment, aby zrozumieć, że cała zima przed nią, że Obrzy zostaną aż do wiosny. Czas, by zdecydować: zagryźć zęby i trwać czekając roztopów, zasnąć z przeciętymi żyłami czy może uczynić broń ze swych wdzięków?

Już po wszystkim napastnicy pozwolili matce przytulić córkę. Pozwolili obmyć i obłożyć ziołami rany. Zaraz jednak pognali starą, żeby im usługiwała. Żeby kaszy w misy nałożyła i piwa w dzbany nalała. Matka przystała na to bez oporu. Wiedziała, że musi spełniać wszystkie ich życzenia, bo to jedyny sposób, aby pozostać przy córce i być jej podporą.

Tymczasem trzej bracia pohańbionej dziewczyny - wyrzuceni w śnieg i błoto - zbierali owoce bolesnych cięgów. Odbite nerki, połamane żebra, obtłuczone boleśnie kości. I tak mieli szczęście, że przeżyli. Leżeli obezwładnieni bólem przeszywającym ciała przy każdej próbie ruchu. Nic, zupełnie nic, nie byli w stanie zrobić potężnym Obrom.

Tak to już było. Wiosna, lato, jesień, Obrzy... Dręczyciele, dorocznym zwyczajem, w każdej wokół ziemiance gwałtem i zabójstwem mościli sobie zimowe leża. Kto spośród tutejszych nie umiał znieść roli oddanego i usłużnego psa, ten musiał zginąć. Która z miejscowych nie potrafiła służyć najeźdźcom jak bezwstydna suka, także musiała umrzeć.

Już od dobrych paru pokoleń, natura pracowała nad kolejnym w świecie szczepem niewolników.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później